sobota, 4 stycznia 2014
Nie zakończyłam bloga!!!!!!
Kochani, przepraszam za ewentualne błędy, ale pisze tego posta na szybko! W każdym razie....NIE ZAKOŃCZYŁAM BLOGA :) Pisze to definitywnie, a brak rozdziałów ostatnio nie jest spowodowany tym że mi się nie chce czy cokolwiek innego, a jedynie tym że nie mam komputera (od września ;-;) i raczej jeszcze do marca nie będę go mieć ;-; W związku z tym jak tylko będę miała możliwość ściągnięcia na dysk przenośny rozdziałów z popsutego laptopa, wstawie je jak najszybciej się da :) Jeszcze raz bardzo Was przepraszam za "przerwę" i w ogóle za brak mnie, mojego opowiadania i tak dalej ;-; Cassandra :)
czwartek, 8 sierpnia 2013
Leave Out All The Rest Part 16.
Abrakadabra no i w końcu wracam z nowiutkim rozdziałem! Przerwę oficjalnie uważam za zakończoną! Cieszycie się? Nie chce się przechwalać czy coś w tym stylu, ale wiele osób pytało mi się kiedy wracam z kontynuacją LOATR, a ja na prawdę nie miałam zielonego pojęcia co im odpowiadać bo nie wiedziałam. Mój plan przewidywał powrót na początku lipca, aczkolwiek pokićkało się trochę i wracam dopiero teraz. Z góry przepraszam za długi czas oczekiwania i bardzo, bardzo dziękuje za wiele pięknych, pokrzepiających słów na Twitterze, Fb i w komentarzach. Wiem że miał być powitalny one shot, grafika i w ogóle, ale powiem wam zupełnie szczerze że od początku wakacji nie miałam siły ani czasu się za to zabrać. Poza tym....wydaje mi się że mój blog nie wygląda jeszcze aż tak źle i że wytrzymacie jeszcze trochę czasu z prostym szablonem i równie prostą playlistą w tle. Co do one shot'ów to jak tylko będę miała wenę i tak prędzej czy później będą się one tu pojawiać ;) Chyba wszystko co miałam napisać, napisałam...tak więc zapraszam do czytania, komentowania i mam nadzieję że was nie rozczarowałam czymkolwiek. Pozdrawiam, Cassandra ;p
P.S. Prawie zapomniałam zaznaczyć że według mojego opowiadania zespół My Chemical Romance nadal istnieje. Pisze żeby co po niektórzy się potem nie czepiali. Uwierzcie mi że w rzeczywistości stworzonej w LOATR, Gerard i spółka mają się świetnie i koncertują pełną parą ;)
P.S. Prawie zapomniałam zaznaczyć że według mojego opowiadania zespół My Chemical Romance nadal istnieje. Pisze żeby co po niektórzy się potem nie czepiali. Uwierzcie mi że w rzeczywistości stworzonej w LOATR, Gerard i spółka mają się świetnie i koncertują pełną parą ;)
"Ok, musimy cofnąć się w czasy,
kiedy muzyka nas jednoczyła..."
"Wielka okazja dla fanów muzyki na prawdziwym, światowym poziomie! Wczoraj na swojej oficjalnej stronie zespół Linkin Park zamieścił informacje o kolejnej edycji Project Revolution. Trasa organizowana przez zespół od 2002 roku zawsze miała w zwyczaju gromadzić wielkie gwiazdy na wspólnych koncertach, jednak w tym roku Linkini chyba poczuli że przyszedł czas na zorganizowanie trasy o jakiej nikomu się nawet nie śniło i to nie tak jak zawsze w USA, a uwaga! W Europie! Zdziwieni? Poczekajcie na gwiazdy które wystąpią, to dopiero gratka! Jak wynika z oświadczenia zespołu na Project Revolution 2014 oprócz nich samych wystąpią: 30 Seconds To Mars, My Chemical Romance, Korn, Green Day, Rise Against, Billy Talent, Papa Roach, Maroon 5, Slash, Chris Cornell, Fall Out Boy, Flyleaf, Eminem, Jay-Z, Kanye West, Avicii i David Guetta. Nie zabraknie też doborowego towarzystwa dam takich jak Beyonce, Rihanna oraz dwie debiutantki na rynku muzycznym - aktorka, a prywatnie dziewczyna perkusisty LP, Rob'a Bourdon'a - Jennette McCurdy oraz znana w ostatnim czasie ze związku z Mike'iem Shinodą - Miranda Cosgrove wraz ze swoim koncertowym zespołem The Enemy's Gate. Płyty obu Pań ukażą się na początku maja. Project rozpoczną trzy koncerty w Londynie, 4 czerwca na Stadionie Wembley oraz 5 i 6 czerwca w O2 Arenie. Trasa potrwa aż do końca sierpnia. Na razie możemy podziwiać debiutanckie single Jennette - Not That Far Away, który jak na razie obył się bez większego echa oraz Only Girl (In The World) - Mirandy, który w przeciwieństwie do singla koleżanki już tydzień po premierze został hitem internetu i stacji radiowych nie tylko w USA. Wracając do tematu, line up trasy na prawdę jest wręcz wstrząsający, a cała Europa musi być w niebie słysząc tak wspaniałe informacje! Pozostaje tylko czekać na daty następnych koncertów."
- Ej! Nie macie minimalnego wrażenia, że trochę przegięliśmy z liczbą gwiazd? - pyta Joe zdezorientowany.
- Nie, nie sądzę że przegięliśmy. Daliśmy takiego czadu że wszyscy oślepli kiedy to zobaczyli, a w końcu o to chodzi - tłumaczy Mike - w końcu trzeba należycie wypromować Mirandę i Jennette - uśmiecha się.
- Dobra, czy ja coś mówię? Ja nic nie mówię, ja na serio się nie odzywam... - uśmiecha się Joe, patrząc z powrotem w plik kartek leżących na stole. Słysząc mój telefon aż podskakuje z wrażenia. Moja przepowiednia się sprawdza i dzwoni do mnie Viki. Wiedząc, że rozmowa z nią po takim strzale jak moja wspólna trasa z Green Day, może grozić ogłuchnięciem, wchodzę do pokoju obok studia i próbuję mimowolnie uspokoić przyjaciółkę.
- Dziewczyno, jak ty możesz być tak spokojna! Jezu! Masz trasę z Green Day'em i jesteś tak zajebiście spokojna! Oprócz Green Day'a masz trasę z Korn'em i Marsami i w ogóle i ty śmiesz być tak spokojna?! - krzyczy w słuchawkę.
- Victoria uwierz mi, że wrażenie spokoju jakim emanuje to tylko przykrywka. W środku mam ochotę wybuchnąć ze szczęścia tak samo jak i ty! - odkrzykuję dokładnie tak głośno jak Ona, czując dokładnie taką samą radość jak Ona (chociaż nie wiem czy da się tak samo).
- No ale, ty brzmisz jakbyś się w ogóle nie cieszyła, no! Kobieto musimy się dzisiaj spotkać, bo jak nie to po prostu wybuchnę!
- Oczywiście że się spotkamy, tylko błagam Cię przestań krzyczeć do tej słuchawki bo ogłuchnę i nie będę mogła zagrać ani jednego koncertu co jest równoznaczne z tym że nie pojadę w trasę z Green Day'em!
- Boże! No tak, nie pomyślałam, przepraszam będę już cicho - wiedziałam że na Viki to podziała. Mike wchodząc do pokoju widzi triumf na mojej twarzy i sam zaczyna się śmiać.
- Ok, słuchaj, ja muszę kończyć bo jestem tak w sumie w pracy, ale jak tylko skończę to zgarniam Ann, Gabiego, Connor'a oraz Twoje wyrodne rodzeństwo i wbijamy do Ciebie i Mike'a, żebyście nam wszystko opowiedzieli.
- Dobrze, pewnie, wbijajcie kiedy chcecie - odpowiadam śmiejąc się z roztrzepania przyjaciółki.
- No co się śmiejesz, no?! Musiałam zadzwonić bo nie mogłam wytrzymać - tłumaczy się Viki.
- Ok, dobrze, rozumiem Cię Victoria, ale sama wiesz jak Twoje napady radości na mnie działają - odpowiadam jeszcze bardziej się śmiejąc, a kiedy widzę Mike'a opierającego się o ścianę z najwymowniejszą miną świata, wybucham śmiechem dwa razy tak.
- Tak i kto tu ma napady radości? - pyta przyjaciółka przez śmiech.
- Nikt, nikt, już dobrze no - odpowiadam opanowując się.
- Ej, serio wracam do tej pracy! Pa, trzymaj się, pozdrów Wszystkich i widzimy się wieczorem.
- Ok, dzięki, do zobaczenia - mówię na pożegnanie i chwilę później opadam na miękką kanapę.
- Cholera, uwielbiam te jej wybuchy - mówię ogarniając siebie i swoje załzawione od śmiechu oczy.
***
- Co o tym myślisz? - pyta kobieta podając mi gazetę.
- Zachciało im się plejady gwiazd! Prościej byłoby gdyby siedzieli na dupsku w LA. Przynajmniej moglibyśmy się mścić w okolicy którą znamy, a nie w Europie - odpowiadam wkurzony.
- Jeju, przestań no! Muszą promować płytę i w ogóle...
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć że cieszysz się z faktu zrobienia przez Mirande kariery, co?
- Eee tam kariery, na razie wydała jeden singiel, zobaczymy co będzie jak wyda album - Anna unika odpowiedzi.
- Wiesz, nie chce nic mówić ale jak na razie to nie wydaje mi się, że nie zrobi kariery będąc pod opieką takich grubych ryb - odpowiadam z zastanowieniem - poza tym, Jej singiel w ciągu tygodnia już był hitem, a teledysk miał od cholery wyświetleń na YouTube. Nie znam się na tym za bardzo, ale z tego co wiem to liczba wyświetleń na YouTube ma zajebiście ważne znaczenie.
- No niby tak...
- Dobra, dobra już nie udawaj. Wkurza Cię to, że wydaje płytę której producentami są z resztą Rubin, Jay-Z i Twój wspaniały były - patrzę się na nią wymownie, a Ona odpowiada mi prostym, wszystko mówiącym spojrzeniem.
- Skończ!
- Dobrze, mniejsza z tym. Ważne jest to co robimy. Trzeba skminić w jakich hotelach będą na trasie i gdzie będą mieli wszystkie koncerty.
- Spokojnie, o to się nie martw. Spotkam się dwa, trzy razy z Beyonce i wszystko mi wygada.
- Ok. Dobrze, że chociaż tym nie musimy się przejmować. Serio z tych wszystkich lasek są takie gaduły? - pytam, a widząc wymowne spojrzenie Anny dokańczam - no co? Pytam z ciekawości.
- Z nich nie są gaduły mój drogi. Jak im coś powiesz to potrafią trzymać język za zębami, czasami nawet za bardzo strzegą tajemnic, ale jak przychodzi do spotkań w towarzystwie to obowiązuje zasada lojalności, czyli wszystkie wszystko wiedzą.
- A no tak, zapomniałem, że ty też należysz do wielkiej świty byłych, obecnych i przyszłych kobiet Linkinów.
- Hahaha, ale jesteś zabawny - odpowiada sarkastycznie w ogóle się nie śmiejąc.
- Jeju, żartuje no. Co ty taka naburmuszona? Wszystko będzie dobrze, zobaczysz jeszcze dostaniesz tego swojego Mike'a na własność, tak samo jak ja Mirande - mówię, obejmując ją ramieniem.
- Mam nadzieje, bo szczerze to Ci powiem, że jak ten plan nie wypali, a Mike się o wszystkim dowie to znienawidzi mnie tak że już nic nie pomoże.
- Wiem, przecież wiem. Tylko czekaj...jedna rzecz, ty chcesz Go dostać z powrotem po dobroci czy musem? Bo raz mówisz tak, a raz tak..
- Wiesz dobrze że Miranda do Ciebie raczej po dobroci nie wróci, a jak Ona będzie z Tobą z musu to mi też pozostaje tylko uwiązać Mike'a sposobem i potem stopniowo Go rozkochać, bo będzie o Nią walczył.
- No niby masz racje, ale wiesz, w życiu różnie bywa, może jeszcze Miranda oleje tego Twojego i mnie pokocha.
- Pff...proszę Cie, nie bądź śmieszny - Anna patrzy na mnie z wyraźną kpiną - przecież Ona Cię znienawidziła, poza tym nigdy Cię nie kochała, nawet jak byłeś taki do rany przyłóż, to jak niby teraz miałaby Cię pokochać?
- Uwierz mi Anno, są przeróżne sposoby na zdobycie miłości, jak nie po dobroci, to innymi środkami i wierz mi, że nie mam na myśli siły.
- Dobrze, wierzę Ci - odpowiada, podając mi szklankę whiskey. - Tak w ogóle...nie że coś ale czy ty masz zamiar jeździć z zemstą za nimi, po całej Europie? - pyta po chwili zamyślenia.
- W sumie...pff, nie chce nic mówić ale to głupie. Lepiej poczekać aż wrócą z trasy.
- No właśnie. Poza tym pamiętaj mój drogi, że nic nie jest wieczne. Zawsze pozostaje możliwość rozstania Mirandy i Mike'a bez naszej wspaniałej ingerencji, a uwierz mi że tak byłoby najprościej.
- Pfff...mów za siebie. Dla mnie w ogóle nie jest prosto - mówię ze złością.
- No tak, Miranda i tak Cię nienawidzi obojętnie co się stanie.
- Nie pomagasz mi - odpowiadam z lamentem.
- Oj dobrze już daj spokój. Będzie dobrze, musi być - kobieta uspokaja mnie, jednocześnie spoglądając w szklankę.
***
"Znamy już wszystkie miejsca w których zagra Project Revolution, czyli najgorętsza w tym roku trasa w Europie, organizowana przez Linkin Park. Jak pisaliśmy wcześniej trasę rozpoczną trzy koncerty w Londynie, 4 czerwca na Stadionie Wembley oraz 5 i 6 w O2 Arenie. Dziś na oficjalnej stronie nie tylko LP, ale wszystkich gwiazd biorących udział w projekcie pojawiła się informacja na temat państw i miast które odwiedzą, I tak na liście znalazły się kolejno: Anglia, Irlandia Północna, Irlandia, Norwegia, Szwecja, Dania, Finlandia, Islandia, Rosja, Holandia, Niemcy, Belgia, Hiszpania, Włochy, Portugalia, Francja, Polska, Rumunia, Grecja, Czechy, Słowacja, Białoruś, Austria, Węgry oraz Litwa. Niestety z powodów czysto politycznych, koncerty przewidziane na Ukrainie nie odbędą się. Należy również zaznaczyć że we wszystkich krajach, Project zagra nie raz, a dwa lub nawet więcej razy. Czy to nie brzmi niesamowicie? Do tego trasa nie potrwa do końca sierpnia, tak jak zapowiadano wcześniej, a aż do końca września, ponieważ jak powiedzieli Mike Shinoda i Chester Bennington "Chcemy aby każdy członek Projectu grał co najmniej raz w każdym odwiedzonym mieście, co przy ponad dwudziestu członkach trasy, nie byłoby możliwe do realizacji w dwa miesiące i z mniejszą ilością dni festiwalowych". Europa na prawdę ma powód do niesamowitej radości! Nie dość że została obdarowana tak wielką ilością koncertów tak wspaniałych gwiazd, to jeszcze w tak długim (jak na trwający przeciętnie dwa miesiące Project Revolution) okresie czasu i w ogromnej, wręcz miażdżącej częstotliwości. Pozostaje nam tylko czekać na początek tego wspaniałego wydarzenia, bilety są już w sprzedaży, a co za tym idzie do zobaczenia 4 czerwca na Stadionie Wembley ."
Maj 2013.
Jestem tak bardzo podekscytowana! To dziś, dziś jest ten dzień, dzień premiery mojej pierwszej debiutanckiej płyty. Od rana zachowuje się co najmniej dziwnie. Skaczę, tańczę, śpiewam, rymuje coś pod nosem albo chodzę w jakiś dziwny, mi samej nie znany sposób. To troszkę dziwne bo w sumie jestem szczęśliwa że debiutuję, że pierwszy singiel odniósł sukces i w ogóle, a z drugiej strony mam straszliwego pietra. Boję się, że coś nie wyszło, coś schrzaniłam, coś się nie spodoba, będzie do kitu i tyle. Boję się że nagle z wielkiego super debiutu wyjdzie klapa roku, a wszyscy będą gadać, że jestem znana tylko i wyłącznie z słabej płyty i związku z członkiem LP. Nie chodzi mi o to, że mam coś do mojego związku z Mike'iem, nie, broń Boże. Ale...to takie głupie być znaną z tego, że jest się znaną. Może jestem jakaś dziwna ale sto razy bardziej wolę być znana ze swoich osiągnięć niż żerować na osiągnięciach Linkinów i całej reszty która nie oszukujmy się...cholernie mi pomogła w promocji płyty i procesie jej tworzenia. Niby nigdzie nie widać dokładnej ingerencji danych osób, ale czuć ją w kilku kawałkach. Każda osoba dołożyła do danego kawałka swoje pięć groszy, ale żadna nie zdominowała go w znaczący sposób i nie odebrała mu mojego osobistego stylu który odgórnie narzuciłam. Tu słychać jakąś ingerencję Rihanny, tam Beyonce, tam Linkinów, tutaj Marsów, jeszcze gdzie indziej Eminema, a jeszcze zupełnie gdzie indziej Jaya i Kanye'go, Gerarda z MCR czy Davida Guetty którego za pośrednictwem Riri też poprosiłam o pomoc. Ten fakt właśnie najbardziej mnie jara, fakt że moja płyta nie jest pełna jakiś tam kreowanych na siłę i przereklamowanych bitów godnych co najwyżej wiejskiej potańcówki, moja płyta jest pełna naturalności, jest pełna charakteru... Charakteru mojego i kilku innych osób. Nie jest przesadzona, ale też nie jest słaba. Momentami jest łagodna i wręcz słodka, ale nigdy przesłodzona. Momentami jest ostra i pikantna, czasami aż parzy, ale zawsze po fali gorąca przychodzi ten moment ukojenia, moment w którym ma się wrażenie jakby ktoś stłumił ogień w zbyt mocno palącym się ognisku. Podsumowując, spokojnie mogę powiedzieć że moja płyta jest dokładnie taka jak ja. Osiągnęłam swój cel, stworzyłam coś co obrazuje słuchaczom to jaka jestem. To było dla mnie najważniejsze i bardzo cieszę się z faktu, że udało mi się to osiągnąć. Tak jak myślę, tak też mówię na konferencji prasowej promującej trasę, kiedy oczywiście jeden z reporterów pyta się o moją świeżutką płytę. Po kilku ostatnich już pytaniach, wszyscy żegnamy się i wychodzimy z sali konferencyjnej udając się dość szybko, aczkolwiek na luzie do wyjścia na parking na którym żegnając się wszyscy rozjeżdżamy się do domów bądź studia.
Wieczorem urządzamy u Joe i Heidi małą imprezkę, a w sumie to spotkanie najbliższych znajomych jadących z nami w czerwcu w trasę. Wiadomo, że wszyscy nie mogą się zjawić, ale i tak przychodzi dużo gości. Pierwsi u Hahnów zjawiamy się ja i Mike. Ja od razu rzucam się aby pomóc Heidi w kuchni, za to Mike idzie pomóc rozpalić grilla Panu Wielkiemu Złemu Grill Ekspertowi Hahnowi. Wkrótce schodzi się cała reszta gości, jednak moją uwagę sama nie mam pojęcia dlaczego przykuwa tylko jeden. W zasadzie mojej uwagi nie przykuwa sam On, a Jego wręcz krępujący wzrok którym stara się w miarę dyskretnie wpatrywać we mnie przez calutkiego grilla. Wieczór jest piękny, zabawa przednia, tylko ja oczywiście cały czas czuję się obserwowana przez parę błękitnych oczu młodszego Leto. W pewnej chwili zaczynam się bardziej głupio czuć, nie mam pojęcia dlaczego ale mam wrażenie jakby zaraz wszyscy mieli zauważyć wzrok Jared'a, który znowu nie spoczywa na mnie ciągle i bez przerwy. Nie wiem, może po prostu jestem jakaś przewrażliwiona na tym punkcie. Widząc że raczej nikt nie kapuje o co chodzi, czysto intuicyjnie zlewam wzrok Leto i dalej wdaję się w dyskusję z przeróżnymi osobami. Nie chodzi o to że nie lubię Jared'a, błąd, bardzo Go lubię, dobrze się z Nim rozmawia, jest miły i ogólnie spoko, ale no...ta Jego poświata flirciarza i ten Jego wzrok zawsze mnie irytuje, działa na mnie jak płachta na byka. Zawsze go zlewam bo uważam że to najlepsze rozwiązanie, ale dzisiaj jakoś mocniej niż zawsze wkurzają mnie te Jego uśmiechnięte oczy. Co On sobie w ogóle myśli do cholery?! Przecież jestem z Mike'iem, a Mike to Jego dobry kolega. Nie wiem o co mu chodzi, ale nie powinien się tak na mnie patrzeć...przynajmniej tak sądzę. W tym momencie moje przemyślenia przerywa Beyonce:
- Co ty taka jakaś dziwna? - pyta uważnie mi się przyglądając.
- Jaka dziwna? - pytam ze zdziwieniem.
- Nie no, jakoś tak wyglądasz jakbyś była na kogoś wkurzona. Coś się stało? Pokłóciłaś się z Mike'iem albo coś w tym stylu? - pyta po cichu Talinda zachodząca mnie od tyłu z Heidi.
- Nie co wy - mówię zdziwiona i przeczę.
- No przecież widać że coś Cię wnerwiło... - mówi Bey wbijając we mnie swój najpoważniejszy wzrok jaki ma.
- albo nawet nadal wnerwia - dopowiada Heidi.
- Jeju no, chodźcie ze mną - mówię szybko po czym wyciągam całą trójkę do kuchni.
- Tak więc w sumie to powiem Wam że nikt mnie nie wkurza - zaczynam, jednak po spojrzeniach widzę że i tak zaraz powiem im prawde - serio, nikt mnie nie wkurza, znaczy no wkurza mnie trochę Jared i to Jego świdrujące, wgapione co moment we mnie spojrzenie...
- Tak czułam... - kwituje Talinda.
- Co? - pytam, jednak Beyonce od razu mi przerywa ucinając mój tok myślowy.
- Może po prostu ma do Ciebie jakąś ważną sprawę związaną z płytą albo trasą, a nie chce Ci przeszkadzać - mówi, jednak nie wiedzieć czemu Jej reakcja wydaje mi się jakaś taka...dziwna.
- Właśnie, może chce pogadać o trasie i coś ustalić - potwierdza Heidi z wiarygodną miną.
- No dobrze, ale przecież wiadomo ze wszystko i tak ustalamy razem, taka jest umowa, tak? - mówię nadal nie przekonana.
- Tak, ale wiesz może ma dla Ciebie jakiś pomysł, który chce Ci zapodać do przemyślenia, a dopiero potem powiedzieć o... - w tym momencie Bey przerywa, a do kuchni wchodzi Jay, Mike i Joe.
- Co wy sie tu tak ukrywacie, hę? - pyta Jay i Mike, nie mogąc przestać się śmiać z Joe'go, który chwilowo z wielkim angażem rozprawia sam ze sobą (a raczej z Remy'im) o tym jakby to wyglądał Jego tyłek gdyby wystąpił kręcąc hulahopem w teledysku Marsów.
- Tak sobie rozmawiamy - odpowiadam, zaczynając się śmiać, a dziewczyny idą w moje ślady i nie zdradzają tematu naszej rozmowy. Mike obejmuje mnie czule w pasie, a kiedy reszta wychodzi zaczyna:
- Nie chce Cię martwić, ale...
- Ale? - pytam od razu wiedząc o co mu chodzi.
- No wiesz, Jared tak jakby cały czas się na Ciebie patrzy. Nie żeby coś, ale jestem o Ciebie zazdrosny i to typowy objaw z mojej strony. Biorąc pod uwagę, że jestem zazdrosny mogę nie patrzeć obiektywnie i może coś sobie ubzdurałem z tym Jego patrzeniem, dlatego pytam się Ciebie czy też to zauważyłaś.
- Tak, zauważyłam - odpowiadam z ulgą - szczerze, trochę mnie to wkurza, ale nie przejmuj się - uśmiecham się pogodnie - może chce ze mną coś obgadać w sprawie trasy i czeka na odpowiedni moment - puszczam do Mike'a oczko i całuję w usta.
- Nie wiem czemu ale mam takie jakieś wrażenie, że Mu się podobasz - mówi uważnie mi sie przyglądając.
- Oj tam, podobam. Może po prostu twierdzi że jestem fajną dziewczyną i że pasuje do Mojego Kochanego Zazdrośnika Pana Shinody - odpowiadam śmiejąc się zalotnie.
- Pewna jesteś? - pyta całując mnie.
- Ja zawsze jestem pewna - odpowiadam w przerwie pomiędzy pocałunkami.
- To dobrze że jesteś pewna - odpowiada dalej obdarowując mnie czułymi całusami. Po chwili czułości wracamy do reszty gości. Jedyne co przychodzi mi na chwilę na myśl to fakt, że przecież rozmawiałam dzisiaj już z Jaredem i jeśli miał mi coś do powiedzenia mógł to zrobić wtedy. Z resztą, mniejsza z tym, nie mam zamiaru teraz o tym myśleć.
Niedługo potem goście zaczynają się zbierać. Po pewnym czasie zostajemy tylko ja i Mike, Chester i Talinda, no i oczywiście wielka psiapsióła Benningtona, gwiazda wieczoru Pan Leto. Na szczęście już się na mnie tak nie patrzy, a brak Jego spojrzenia powoduje u mnie znaczny spadek poziomu irytacji. Lubię Go no ale o co mu chodzi? Za dużo o tym myślę, a w mojej lekko zaćmionej winem głowie tworzą się jakieś nieziemskie scenariusze. Oj Mirando, Mirando! Dorośnij w końcu! - myślę sobie po cichu.
***
"Rozłóż przede mną, księgę zaklęć i wróżb
Okutą w obwolutę twoich ramion i ud."
- Padam z nóg - mówię opadając ciężko na kanapę w naszym salonie i zarazem zrzucając ze stóp zabójcze aczkolwiek przepiękne piętnastocentymetrowe obcasy.
- Ja tam jakoś specjalnie zmęczony nie jestem - odpowiada Mike z szerokim uśmiechem.
- Aha, tak, tak...za dobrze Cię znam kochany, zawsze jak mówisz że nie jesteś specjalnie zmęczony to masz już w zanadrzu jakiś niecny plan - przyglądam się mu uważnie, a widząc Jego świdrujący wzrok i uśmiechnięte oczy pokazuje mu gestem że mam Go na oku. Mike nadal się śmiejąc siada obok mnie i zaczyna niby to od niechcenia tykać mnie palcem w udo.
- Na żarty Ci się zebrało - śmieję się, za każdym razem oddając mu tyknięcie, tyle że w ramię.
- A żebyś wiedziała że tak - śmieje się, a gdy ja tykam Go w żebro zaczyna mnie łaskotać po brzuchu.
- O nie!! - wykrzykuje zanosząc się śmiechem i próbując się bronić przed atakiem w mój najsłabszy punkt - nie! Tylko nie..! Proszę, nie! - krzyczę wijąc się i śmiejąc. Usiłuję też Go jakoś połaskotać, ale oczywiście mi się nie udaje bo kiedy tylko dobieram się mu gdzieś w okolice żeber, ten łapie mnie mocno, sadza sobie na kolanach i zaczyna całować najczulej jak się da, a ja nie powiem żebym była na takie pocałunki obojętna. Jeszcze chwile wspólnie się przekomarzamy, jednak potem oboje oddajemy się przyjemności. Po jakimś czasie moja marynarka i koszulka lądują na ziemi wraz z koszulą Mike'a. Nie dbając o nic zrzucamy z siebie ubrania i bieliznę. Idzie nam to z wielką łatwością bo oboje znamy już dokładnie nasze ciała. Pieścimy je nawzajem bardzo subtelnie, delikatnie, zarazem z wielką namiętnością i pasją, oboje wydając z siebie odgłosy zadowolenia. Jesteśmy rozpaleni z rozkoszy i podniecenia, a kiedy przychodzi ten moment, kochamy się - najpierw wolno i powoli, potem coraz szybciej i intensywniej krzycząc nawzajem swoje imiona najgłośniej jak tylko umiemy. W szczytowym momencie wbijam paznokcie w plecy Mike'a i wyginam się w łuku czując najwspanialszą, najogromniejszą rozkosz. Oboje w tym momencie nie szczędzimy sobie doznań głosowych, które tym razem tak samo jak przeżyty właśnie orgazm wydają się dużo bardziej dotkliwe niż zawsze. Zastygamy w bezruchu, wtuleni w siebie, oboje ciężko oddychając. Kiedy uspokajamy nasze oddechy, uśmiecham się szeroko i całuję Go w szyję, podczas gdy On składa delikatne pocałunki na moim obojczyku. Po chwili wstaje, podnosi mnie i niesie do naszej sypialni. Leżymy na boku, wtuleni, patrząc sobie głęboko w oczy, aż w końcu zasypiamy.
***
"Los ma swoje podstępne sposoby rzucania ci czegoś, czego nigdy nie oczekiwałeś."
- Wiesz co Chaz, dzięki Ci, że słuchasz moich cholernie durnych zwierzeń - śmieje się pod nosem.
- Nie no, bez przesady... - spogląda na mnie z uśmiechem - uwierz mi, że w czasie naszej znajomości zdążyłeś mi się wiele razy zwierzyć z dużo głupszych rzeczy.
- Taa, nawet nie masz pojęcia jak ja się cieszę, że trzech czwartych nie pamiętam - popijam łyk piwa.
- Czy ja wiem, te trzy czwarte nie były aż tak złe.
- Pewny jesteś? Z tego co mówiłeś mam wrażenie że były tragiczne.
- Nie chrzań. Nie chrzań, proszę - mówi z groźną miną.
- Dobra, dobra agresorze - zaczynam się śmiać.
- Od razu agresorze. Wkurzasz mnie po prostu, bo wiesz że zawsze wszyscy byliśmy wobec siebie lojalni i nie pieprzyliśmy bredni, że to albo tamto powiedzieliśmy niepotrzebnie - odpowiada, odkładając szklankę z Colą na drewnianą ławę.
- Apropo lojalności... - zaczynam jednak przerywam gdy Talinda wchodzi do salonu.
- Błagam Was, nie siedźcie za długo - mówi obejmując Chestera od tyłu i dając mu buziaka.
- Nie przejmuj się, pogadamy trochę i idziemy spać - odpowiadam, uśmiechając się z wdzięcznością, a Tal podchodzi i przybija mi piątkę - tak, w ogóle to dziękuję wam że mnie przenocujecie.
- Oj tam, wiesz dobrze że nigdy byśmy Cię nie puścili do domu wciętego - Talinda śmieje się i puszcza mi oczko.
- No wiem, wiem. Czasami się czuję jak wasze trochę od was starsze dziecko - zaczynam się śmiać.
- Tam dziecko, zawsze wszyscy sobie pomagamy. Ty też nam pomagasz więc co to za problem żebyśmy my raz Cię nie puścili do domu po minimalnie pijanym grillu - kontynuuje Chester.
- Żaden - potwierdza Tal, a mężczyzna jej przytakuje.
- Ale i tak dziękuję - uśmiecham się.
- Nie ma za co na prawdę. Dobranoc - mówi Talinda po czym wychodzi.
- Tak więc o czym mówiłeś? - po chwili Chester pyta z ciekawością.
- No...o lojalności.
- W sensie?
- Hmm... Chaz, powiem Ci coś, tylko że - przerywam na chwilę - musisz obiecać mi, że nikomu tego nie powiesz. Zwłaszcza Mike'owi... - tu się zatrzymuję...
- To coś poważnego? - pyta zdziwiony.
- Nie, sam nie wiem, w sumie...z jednej strony to ważne, a z drugiej nie - waham się.
- Czekaj, czekaj... dlaczego mam tego nie mówić zwłaszcza Mike'owi?
- Ehh, Chaz powiem Ci tak. Będziesz trzecią osobą po chłopakach, która się o tym dowie - mówię robiąc znaczący gest pokazujący Chesterowi o kogo mi chodzi - reszta towarzystwa i tak prędzej czy później się domyśli, to tylko kwestia czasu, ale zależy mi na tym aby Mike nie wiedział tego bezpośrednio, bo - wzdycham ciężko - bo mógłby mnie znienawidzić...
- Nie chcę nic mówić, ale skoro uważasz że reszta i tak prędzej czy później się domyśli to Mike też się kapnie - odpowiada.
- Mike dowie się tego w odpowiednim czasie ode mnie samego. Chyba że uda mi się to stłumić...wtedy nigdy się nie dowie, bo nie mam zamiaru wywracać mu życia do góry nogami.
- No dobrze. Nie powinienem Ci przysięgać, że nic mu nie powiem bo sam wiesz dobrze że jesteśmy przyjaciółmi i nie powinniśmy zatajać czegokolwiek, ale... jeśli ma to być zatajone dla dobra jego no i Mirandy to jestem w stanie przysiąc - mówi z powagą unosząc prawą rękę do góry i podając mi ją na znak zgody.
- Więc Chaz, zakochałem się w Mirandzie - mówię szybko, tak aby jak najszybciej to z siebie wydusić.
- Co? Że w Mirandzie, tej Mike'a Mirandzie?! - dopytuje Chester z miną jakby ktoś z całej siły przywalił mu w głowę cegłą.
- Tak, w tej Mirandzie.
- Ja pierdolę - kwituje mój towarzysz opierając się o oparcie kanapy i rozkładając ręce w geście bezradności.
- Wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze? - pytam, jednak widząc minę Chaza kontynuuję bez usłyszenia odpowiedzi - Ona jest pierwszą kobietą w życiu którą, którą pokochałem od tak, bez żadnego związku czy czegokolwiek podobnego. Od tak, po prostu zobaczyłem ją po raz pierwszy i już, od razu pomyślałem że jest świetna. Nawet tego nie kontrolując wpakowałem się w to co raz bardziej i bardziej, aż w końcu doszedłem do wniosku, że się w niej zakochałem. Mam tak pierwszy raz w życiu, serio. Sam wiesz, że wszystkie moje byłe kochałem, ale one były inne, moja miłość do nich była wywołana związkiem, wszystko szło stopniowo, najpierw kumpelstwo, potem przyjaźń, dopiero potem seks i coś na styl miłości. Czuje się jakbym pierwszy raz w życiu był na prawdę poważnie zakochany...powiem więcej, zakochany do tego stopnia, że tak jak zawsze sądziłem że nigdy nie będę w stanie wziąć ślubu z żadną, nawet najpiękniejszą kobietą, tak z Mirandą byłbym w stanie go wziąć nawet teraz i tutaj, w tej chwili, gdyby tylko tego chciała. Chaz, ja wiem że to popieprzone, wszystko to jest popieprzone, ale na prawdę mam tak pierwszy raz w życiu. Pierwszy raz w życiu kobieta owinęła mnie sobie wokół palca, a co najlepsze... zrobiła to nawet nie zdając sobie z tego sprawy - kończę z miną zbitego psa.
- Szczerze? Jesteś dorosłym, dojrzałym mężczyzną, a gadasz jak zabujany nastolatek - kwituje, a ja przyznaję mu pełną racje przytakując - przykro mi to mówić, ale...wpieprzyłeś się po uszy - kontynuuje Chester - Mike kocha Mirandę tak jak nigdy nie kochał żadnej kobiety - przerywa - ona go też. Z resztą, ona kocha go od bardzo dawna, jeszcze zanim go poznała...
- Wiem, wiem...widać że oboje nie mogą bez siebie żyć. Nie musisz mi tego powtarzać po raz kolejny, tak jak 90% ludzi - odpowiadam, a po minie Chestera wnioskuje że jest zarazem zadziwiony, podłamany i prosto mówiąc... nie ma pojęcia co ma zrobić albo powiedzieć. Przez chwilę w salonie Benningtona panuje kompletna cisza, a ja wtapiam się w nią swoimi rozmyślaniami jak gorący wosk w materiał. Przemyślenia przerywa mi mój towarzysz, który najwyraźniej powtarza coś po raz kolejny, a ja tego nie słyszę:
- Co, co? - wyduszam z siebie, zachowując się jak wyrwany ze snu.
- Mówię, że nie jestem jakimś ekspertem i nie mam zamiaru zgrywać wielkiego wujka od dobrej rady, ale ja bym na twoim miejscu powiedział od razu Mike'owi o co chodzi. Nie czekałbym aż coś się domyśli albo ktoś mu coś powie...z resztą, Mike ani Miranda nie są głupi, umieją obserwować ludzi i zazwyczaj oboje z owej obserwacji wyciągają słuszne wnioski...
- Nie powiem mu nic - przerywam mu stanowczo, jednak ten jak nakręcony mówi dalej:
- ...poza tym nie chciałem Ci nic mówić, ale Talinda już dawno wyciągnęła słuszne wnioski, właśnie z obserwacji Twojego zachowania - kończy, patrząc na mnie znacząco.
- Tak myślałem... czyli długo mi się nie uda tego ukryć.
- Wiesz, nie wszyscy są dobrymi obserwatorami, a większość naszych przyjaciół i znajomych jest centralnie skupiona na ich związku, bez dopuszczenia do tego jakiejkolwiek myśli związanej z kimkolwiek innym - przerywa - nie łam się. Przecież jesteś i zawsze byłeś świetnym aktorem, potrafiłeś ukryć emocje i wszystko inne. Tak więc o co chodzi teraz?
- O to co mówiłem. To co czuje do Mirandy to nie jest... - przerywam - inaczej, nigdy nie czułem czegoś tak silnego i bezwarunkowego, rozumiesz? Nigdy - powtarzam jeszcze raz, dla podkreślenia znaczenia tego słowa.
- Rozumiem, ale tak czy inaczej obojętnie co czujesz, jeśli chcesz to ukrywać to musisz grać. Wiem że nie lubisz grać w życiu, ale sam dobrze wiesz że tym razem bez tego się nie obędzie - Chaz patrzy na mnie z pełnym zrozumieniem, a ja kiwam głową zgadzając się z tym co mówi - spokojnie, nikomu nic nie powiem. Nawet Talindzie. Nie powinienem tak robić, ale wiedz, że robię to tylko dla wspólnego dobra naszego towarzystwa, a zwłaszcza Mirandy, Mike'a i twojego.
- Dziękuje Ci Chaz. Cholernie mi pomagasz tym co robisz - uśmiecham się z wdzięcznością.
Cytaty: Jessie J feat. B.o.B - Price Tag, happysad - Mów Mi Dobrze, 30 Seconds To Mars - Closer To The Edge (Video).
niedziela, 28 kwietnia 2013
Versatile Blogger Award
Jestem niesłowna bo blog oficjalnie ma przerwę, ale stwierdziłam że muszę o tym napisać ;p Dziękuję Lince za nominację :D Nie mam zielonego pojęcia o co biega, ale ok xD
Siedem blogów, które nominuje:
Jak coś to przerwa trwa nadal. Zrobiłam tylko wyjątek dla tego. Trzymajcie się, Cassandra ;)
Siedem faktów o mnie:
- kocham muzykę nad życie i jestem w stanie słuchać i lubić każdy jej rodzaj (oprócz wiejskiego techno ;___;),
- nienawidzę hejterów, pozerów, fałszywości, imbiru, rozgazowanej i ciepłej coca coli, Titanica,
- jakkolwiek to nie brzmi, ale dzisiaj oficjalnie zostałam Directionerką. Ostrzegam że nie ma to żadnego wpływu na moją miłość do Linkinów, Marsów, MCR i Rise Against oraz ich muzyki :)
- uwielbiam Bennodę, Frerarda, Larrego, Letocesta i inne gejowskie paringi, aczkolwiek wierze w nie tylko i wyłącznie w opowiadaniach, w żaden na realu,
- kiedyś chciałam być archeologiem. W gimbazie mi się odmieniło i postanowiłam zostać lekarzem,
- osobiście uważam że Jared Leto ma najpiękniejsze i najbardziej plastyczne męskie ciało, jakie kiedykolwiek w życiu widziałam,
- według planów miałam się urodzić na początku marca, ale byłam wrednym leniwcem (do dzisiaj jestem xD) i nie chciałam wyleźć z ciepłej miejscówy w brzuchu mamy aż do 10 miesiąca. W końcu urodziłam się 25 kwietnia (nie ma to jak moje zawrotnie szybkie tempo) xD
Siedem blogów, które nominuje:
- http://bennodaforeverinourhearts.blogspot.com/
- http://i-am-about-to-break.blogspot.com/
- http://cami-dels-somnis.blogspot.com/
- http://www.linkin-park-soldiers.blogspot.com/
- http://everydayabnormal-1d.blogspot.com/
- http://i-live-on-mars.blogspot.com/
- http://do-you-really-want-me.blogspot.com/
Jak coś to przerwa trwa nadal. Zrobiłam tylko wyjątek dla tego. Trzymajcie się, Cassandra ;)
niedziela, 7 kwietnia 2013
Przerwa :(
Tak moi drodzy. Niestety, muszę zarządzić przerwę. Przede mną dużo pracy, walka o oceny, dobre wyniki egzaminów gimnazjalnych i dostanie się do dobrego liceum. Niestety, nie będę miała w najbliższym miesiącu czasu na bloga i opowiadanie :( Poza tym już dawno myślałam nad zarządzeniem tzw. przerwy technicznej. Mam zamiar popracować trochę nad wizerunkiem i wyglądem bloga, tak więc kiedy już wrócę nie zdziwcie się inną barwą graficzną czy powitalnym Oneshotem na temat niekoniecznie związany z LP ;p Mam nadzieję, że Was nie zawiodę i że po powrocie blog nabierze dawnej świetności, której niestety ostatnio mu brakuje. Nie pytajcie mnie, ile potrwa przerwa, ponieważ nie mam pojęcia. Równie dobrze może potrwać do końca kwietnia, a równie dobrze do końca maja czy nawet połowy czerwca. Kiedy tylko powrócę dam Wam po prostu znać na Twitterze itd. ;) Pozdrawiam, Cassandra :)
P.S. empire of the power tak możesz mnie dodać do linków ;p Jeśli macie jakieś pytania piszcie w komentarzach bądź na mojego Twittera ;) Jak coś odpisuje tam ponieważ blogger nie przyjmuje moich komentarzy :)
P.S. empire of the power tak możesz mnie dodać do linków ;p Jeśli macie jakieś pytania piszcie w komentarzach bądź na mojego Twittera ;) Jak coś odpisuje tam ponieważ blogger nie przyjmuje moich komentarzy :)
wtorek, 5 marca 2013
Leave Out All The Rest Part 15.
Hej Wam Wszystkim! Na początku dziękuję Wam za wszystkie komentarze tutaj, na Twitterze i na Fb. Blogger w ostatnim czasie się trochę ogarnął i pozawalał mi przez zaledwie tydzień dodawać komentarze. Niestety tydzień dobroci Bloggera znów się skończył i znów nie mogę komentować, także standardowo odpowiadam na Twitterze :) Rozdział dodaje na szybko w przerwie pomiędzy nauką na klasówkę z matmy i rosyjskiego, także mogły mi się wkraść jakieś małe błędy za które z góry przepraszam. Mam nadzieję że Wam się spodoba, czekam na więcej komentarzy niż ostatnio i serdecznie pozdrawiam :) Cassandra ;p
P.S. O mały włos zapomniałabym O.o Mianowicie zaglądajcie czasami do rubryki Bohaterów, bo w każdej chwili mogą się tam pojawić nowi, których nawet się nie spodziewacie ;p
Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Na dworze jest coraz bardziej deszczowo, tak to się zdecydowanie nazywa Kalifornijski klimat. Ciepłe, suche lata i deszczowe zimy. Z resztą...po co mówię o pogodzie skoro mój kontakt ze światem w ostatnim czasie ogranicza się do minimum. Robie dzieciom śniadanie, ogarniam Je, ogarniam siebie, bawię się z Nimi, zawożę Otis'a na zajęcia dodatkowe, potem Go odbieram, w końcu...zawożę dzieci do Mike'a albo rodziców i znów Je odbieram. Pff...moje i tak już zmarnowane życie ostatnio ogranicza się tylko i wyłącznie do tak nikłego kontaktu ze światem zewnętrznym. Ja sama zamykam się w swoim własnym, osobistym świecie, mojej własnej poczwarce, pewnego rodzaju zbroi, która ma uchronić mnie przed całym złem tego świata, a już zwłaszcza przed Mike'iem i Mirandą. Tak, to Oni ostatnio są największymi intruzami w moim życiu. Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale tak już jest. Spotkałam się z Mirandą dwa razy, tak jak byłyśmy umówione. Miała przyjść do Naszego...o przepraszam, w tej chwili już mojego domu i lepiej poznać dzieci, mnie, ogarnąć to, co może być dla Niej trudne biorąc pod uwagę, że jest z dwanaście lat starszym rozwodnikiem posiadającym dwójkę dzieci. Było nawet miło, nie mogę powiedzieć że nie. Otis i Megan na prawdę Ją lubią. Ale co z tego? Co z tego, że Ją lubią, skoro każde spotkanie z Nią albo Michaelem sprawia mi tak ogromny ból? Nie odseparuje od Nich dzieci, przecież to logiczne, jedyne co jestem w stanie zrobić to ograniczyć swoje kontakty z Nimi do minimum. Minimum to jest przewożenie dzieci z miejsca na miejsce, byleby tylko miały kontakt z ojcem i Jego obecną dziewczyną. Kurwa...dziewczyna, jak to magicznie brzmi. Przypominam sobie rok 2000, kiedy to ja byłam dziewczyną Mike'a. Wtedy byłam tak zajebiście szczęśliwa, oboje byliśmy szczęśliwi z sukcesu Linkin Park. Wtedy to ja byłam z Nimi na każdej gali, to ja świętowałam zdobycie każdej nagrody, to ja byłam jedyną kobietą w Jego życiu nie pomijając oczywiście Jego matki. To do mnie zadzwonił zaraz po tym jak dowiedzieli się, że album robi furorę na rynku chociaż wydali go dopiero kilka tygodni temu. Jezu...no i po co ja to rozpamiętuję? Przecież to już nie wróci. Pff...po raz kolejny mam okazję do nabijania się z samej siebie. Robie to bez przerwy od około półtorej miesiąca. Wieczorem, kiedy dzieci już śpią siadam na kanapie albo w łóżku w mojej sypialni, otwieram butelkę whiskey, koniaku czy jakiegokolwiek mocnego trunku i zapijam wszelkie smutki. To właśnie jest ta moja poczwarka w którą wchodzę każdego wieczoru, upojona alkoholem do tego stopnia, że prawie nie widzę na oczy. Wchodzę w nią, owijam się nią szczelnie i zapominam o całym świecie, o troskach, smutkach, rozbitym małżeństwie, miłości...wszystkim. Rano oczywiście budzi mnie okropne wycie bezlitosnego budzika, a kac jest tak straszliwie nieznośny, że nie pozwala mi nawet myśleć racjonalnie. Co prawda kac z każdym dniem staje się coraz bardziej wytrzymały, a ja sama przyzwyczaiłam się już do tego ohydnego uczucia, jakbyś miał piasek w ustach i jakby ktoś wbijał Ci w głowę gwoździe. Ale wracając do tematu Świąt. Wczoraj zadzwoniła do mnie mama Mike'a z pytaniem czy wpadnę do Nich w tym roku na Wigilię. Moja reakcja była dość dziwna, w sumie to nie wiedziałam nawet co powiedzieć. Na początku zapytałam się czy będzie tam Mike i Miranda. Donna z radością odpowiedziała że tak. "W końcu poznamy tą wspaniałą dziewczynę" - odparła z dumą w głosie. "Mike mówił Nam że się lubicie? To dobrze, że znalazłyście wspólny język, to bardzo ważne" - powiedziała po krótkiej chwili namysłu. Gdyby nie fakt, że mam szacunek i lubię rodziców Mike'a to rzuciłabym wtedy słuchawką. Jednak tak nie postąpiłam. W zamian za to powiedziałam tylko: "Wiesz? Wpadnę do Was, ale nie obiecuję że w Wigilię. Moi rodzice chcieli abym też do Nich wpadła, także w razie czego przyjadę na drugi dzień" - udałam radość w głosie, Donna zawsze się na to łapała, przynajmniej u mnie, z Mike'iem było gorzej, zawsze potrafiła po Nim poznać że coś jest nie tak, dzięki temu dowiedziała się, że w Naszym małżeństwie nie jest już ok. Chwilę później moja nagła radość z wywinięcia się z rodzinnej wigilii Shinod już nie była tak duża. "Twoi rodzice nic Ci nie powiedzieli kochanie? Przecież urządzamy Wigilię razem. Wiesz, chcemy żeby rodzina, mimo iż już teoretycznie nie jest rodziną, trzymała się razem" - oznajmiła mi z ogromną radością w głosie matka Mike'a. Boże, dlaczego ja?! W tym momencie miałam ochotę wydrzeć się jak jakaś histeryczka w słuchawkę, po prostu powiedzieć tej kobiecie żeby spierdalała, odwaliła się ode mnie i tyle. Z resztą nabrałam ochoty żeby to samo powiedzieć moim rodzicom. Ale na szczęście opanowałam się i ze stoickim spokojem powiedziałam "Oczywiście że wpadnę" - po czym jak najszybciej odłożyłam słuchawkę. Zaraz po zakończeniu rozmowy żałowałam tego, że się zgodziłam. Tego dnia jak i dzisiaj nie miałam już kompletnie ochoty na nic. Jak dobrze, że jest sobota, mogę odpocząć, odstresować się, zapomnieć o wszystkim i wszystkich bez obaw o to, że rano nie wstanę po to by spełnić swoje codzienne obowiązki. Dzieci są u moich rodziców na weekend, tak więc nie mam się o co obawiać. Spoglądam w mój telefon, ostatnio nie przejmuję się nawet moimi przyjaciółmi czy znajomymi. Talinda, Beyonce i reszta dziewczyn dzwonią do mnie ciągle od kilku dni, ja na okrągło je spławiam. Usprawiedliwiam to, że nie mogę się z Nimi spotkać swoimi obowiązkami domowymi i nie tylko. Z resztą...mam to wszystko gdzieś. Teraz mają Mirandę. Mirandę wszyscy kochają z Mike'iem i LP na czele, tak więc niech się zajmą Nią. Odkładam telefon i idę do barku, zabieram butelkę koniaku, kieliszek, siadam wygodnie na kanapie po czym nalewam sobie jeden. W telewizji nie ma nic ciekawego, tak więc stwierdzam, że dobrym wyborem będzie włączenie jakiejś mało ambitnej komedii na DVD. Moje poczynania przerywa mi sygnał telefonu. W pierwszym momencie mam zamiar olać telefon i dalej robić swoje, jednak gdy zauważam że wyświetla się numer nieznany postanawiam odebrać.
- Tak?
- Dzień Dobry. Czy rozmawiam z Panią Anną Shinodą? Byłą żoną Pana Mike'a Shinody? - pyta mężczyzna dość wysokim głosem.
- Tak, nazywam się Anna Shinoda i Mike to mój były mąż. Czy mogę wiedzieć z kim rozmawiam?
- Nie ważne z kim. Ważny jest cel i to, że się do Pani w ogóle dodzwoniłem.
- Jaki cel? W ogóle skąd Pan ma mój numer telefonu?
- Droga Pani Anno, jeśli oczywiście mogę się do Pani tak zwracać - mężczyzna w słuchawce jest miły i odnosi się z szacunkiem, jednak słychać, że dzwoni typowo w celu załatwienia jakiejś sprawy.
- Jeśli jest Pan jakimś paparazzi z tabloidu to przykro mi, ale nie mamy o czym rozmawiać... - zaczynam jednak On mi przerywa..
- Nie, nie jestem żadnym tanim paparazzi. W sumie, mogę powiedzieć że jestem Pani sprzymierzeńcem w pewnym sensie oczywiście.
- Jak to sprzymierzeńcem? W jakiej sprawie?
- To nie jest rozmowa na telefon. Proszę Panią o spotkanie, tyle że musi się ono odbyć w jakimś dyskretnym miejscu, gdzie będzie mało ludzi.
- Przepraszam, ale skąd mam wiedzieć kim Pan jest? Niby dlaczego miałabym się spotkać z człowiekiem, którego słyszę pierwszy raz w życiu a w dodatku nie wiem kim On jest?
- Jak już powiedziałem jestem Pani sprzymierzeńcem, a jeśli sprawy obiorą taki kierunek jaki ja chciałbym aby obrały, to sądzę, że szybko zostaniemy nawet przyjaciółmi. Potrzebuję tylko się z Panią spotkać aby przedstawić Pani pewien plan który jak sądzę bardzo się Pani spodoba.
- Dobrze. Skoro Pan tak sądzi to dobrze. Kiedy i gdzie mamy się spotkać?
- Najlepiej wieczorem, jutro, około 21. Niech Pani wyjdzie z domu i kieruje się w stronę centrum miasta. Będę na Panią czekał i w odpowiednim momencie dam się rozpoznać, abyśmy mogli porozmawiać. Pasuje Pani?
- Tak, pasuje...
- Tak więc do zobaczenia.
4 miesiące później - Marzec 2013.
Ze snu wyrywa mnie ostre pukanie do drzwi. Zrywam się jak oparzona i rozglądam w ciemnościach. Po chwili uspokajam się i spoglądam na spokojnie śpiącego obok mnie Mike'a. Wczoraj wróciliśmy z trasy po Australii i nic dziwnego, że Mike śpi jak małe dziecko. Patrząc na Jego spokojną minę od razu się uśmiecham. Podrywam się do góry po raz kolejny słysząc ostre, tnące bezlitośnie cisze nocną na kawałki pukanie do drzwi. Wstaje szybko spoglądając na zegarek, który wskazuje dokładnie godzinę 4:30. Kto to może być do jasnej cholery? Narzucam na siebie leżącą na fotelu koszule i szybkim aczkolwiek cichym krokiem zmierzam do drzwi. Gdy patrzę przez wizjer moim oczom ukazuje się postać znajoma, postać przyjaciela, której widok mnie nie dziwi. Otwieram drzwi i widzę trójkę roztrzęsionych przyjaciół.
- O co chodzi? Coś się stało? - głupie pytanie, musiało coś się stać!
- Musimy z Tobą pogadać - zaczyna nadal trzęsący się z nerwów Gabriel.
Budząc się szybko sięgam po telefon i dzwonie do mężczyzny, który być może w tej chwili ma mi do przekazania coś bardzo istotnego.
- Halo?!
- I jak poszło? Udało Ci się ich wystraszyć?
- Pff...proszę Cię. Trzęśli się ze strachu aż miło było patrzeć.
- Bardzo dobrze. Co robimy dalej?
- Plan już ustaliliśmy, trzeba go tylko dopracować i wdrążyć w życie.
- Ok, ale nie możemy się teraz spotkać żeby nie wzbudzać podejrzeń. Trzeba poczekać chociaż do jutra. Jedź do domu, zamknij się w pokoju i z nikim nie rozmawiaj, udawaj załamanego i w ogóle. Z resztą wiesz o co chodzi...
- Oczywiście Szefowo, oczywiście...
- Czekaj, co?! Powiedz jeszcze raz od początku, powoli - prosi dopiero co wybudzony ze snu Mike.
- No siedzieliśmy sobie wieczorem spokojnie w domu i nagle On zaczął walić do drzwi... - zaczyna w miarę już spokojnie Ann - Gabi poszedł otworzyć...
- Początkowo miałem obiekcje, ale mimo to otworzyłem bo w końcu kiedyś był naszym przyjacielem tak?
- No niby - kwituję.
- Wszedł, przywitał się z nami jakby nigdy nic się nie stało i stwierdził że powinniśmy sobie coś wyjaśnić i pogadać. Wiecie, zdziwiliśmy się ale stwierdziliśmy że może faktycznie chce coś poważnego - kończy Gabriel.
- Na początku gadał normalnie, w sumie o wszystkim i o niczym. Potem zaczął coś o Was no i... - kontynuuje Viki.
- Zaczął się drzeć, że Jego życie nie ma sensu i że powinniśmy mu pomóc jako starzy przyjaciele, że to wcale nie chodzi tylko o Ciebie, chodzi o cały świat...w końcu wyjął pistolet, przystawił sobie go do głowy i powiedział, że nie chce dalej żyć bo wszyscy łącznie z miłością jego życia mają go w dupie - mówi Gabi.
- Próbowaliśmy go uspokoić, ale się nie dało, zaczął się drzeć i po chwili wybiegł - kończy Ann.
- A tak w ogóle to nie chcieliśmy Wam tego mówić, ale od czasu kiedy przeprowadziłaś się do Mike'a dzieją się jakieś dziwne rzeczy... - mówi Viki - ostatnio na przykład wracałyśmy sobie z Ann z Uniwersytetu i ktoś nas śledził...
- Z resztą nie tylko dziewczyny ktoś śledził, mnie od kilku dni napastuje jakiś gość, a kiedy tylko spoglądam się w jego stronę, udaje, że idzie gdzie indziej czy coś takiego... - kwituje Gabi.
- To wszystko jest jakieś porąbane...Dominik chce się zabić przeze mnie? Wiedziałam, że padło mu na mózg, ale nie sądziłam że aż tak... - zaczynam.
- Wiecie co? To śledzenie i w ogóle. Może to jakiś spisek, a to z tym samobójstwem to tylko podpucha - rzuca Mike.
- Nie sądzę żeby był do tego zdolny - mówię, jednak zaraz przypominam sobie to wszystko co robił zaledwie 5 miesięcy temu...przypominam sobie słowa Ginny ostrzegającej nas przed swoim własnym bratem, którego z resztą kocha nad życie.
- Boże, sama już nie wiem...
- Pamiętasz co mówiła Ginny, owszem może kiedyś nie był do tego zdolny, ale teraz nie wiadomo co mu odwali... - wspomina Mike.
- Wiem, wiem... - mówię beznamiętnie, patrząc w jasną, kremową ścianę przede mną. I nagle wpada mi do głowy coś szalonego, kompletnie nie umiem wytłumaczyć o co mi chodzi, ale przecież zawsze kiedy spotykam Annę mam takie dziwne, niepokojące uczucie, zupełnie jakby zaraz miała wyjąć z kieszeni nóż i wbić mi go prosto w serce. Rozmyślam chwilę nad opcją połączenia sił przez Annę i Dominika, jednak po chwili stwierdzam, że moje myśli są zupełnie bezsensowne. Niby jak mieliby to zrobić? Skąd Dominik zdobyłby namiary na Annę, hę? Sama nie wiem, z tego zamieszania zaczynam już wymyślać bezsensowne i bezpodstawne scenariusze.
- Hmm...siedem prób samobójczych w czasie miesiąca, psychotropy z nieznanego źródła, alkohol, broń, niezidentyfikowane i dotąd niespotykane ataki agresji i skrajnego załamania, a do tego ten pamiętnik... - podsumowuje lekarz - to objawy poważnej choroby, sądzę, że państwa syn powinien udać się na natychmiastowe leczenie psychiatryczne - słysząc te słowa mama zaczyna ryczeć, a jedyne co potrafi zrobić mój ojciec i rodzeństwo to spoglądać się tępo w moje akta lekarskie leżące na biurku w gabinecie. Taka właśnie jest moja popierdolona rodzina, zero pomocy, zero praktycznego, przydatnego w życiu myślenia. Pff...potrafią tylko się załamywać, płakać i patrzeć jak półgłówki w ścianę w oczekiwaniu na cud.
- Poddam się leczeniu dobrowolnie - zaczynam - nie chce nikogo widywać, rodziny, znajomych nikogo, tylko samotność mi pomoże - kwituje. Pomyśleć co zrobiłaby reszta gdyby wiedziała, że cała ta choroba psychiczna jest jednym wielkim teatrzykiem, że lekarz, personel i cały szpital są przekupione grubą sumą pieniędzy, a wszystko to jest tylko zalążkiem planu, który jest zemstą idealną. Pewnie Ginny i Ronald od razu polecieliby i sprzedaliby całą tą "straszliwą" historię Mirandzie i całej tej idealnej reszcie. To wszystko jest tak zabawne, że aż musze się powstrzymywać żeby nie wybuchnąć śmiechem. Te ich poważne, wręcz grobowe miny, lekarz który dobrze wie, że chrzani największe głupoty jakie chrzanił w życiu. Ale musze zachować powagę dla dobra planu. Na koniec wielkiego przedstawienia do gabinetu wchodzą dwaj pielęgniarze, matka chce mnie przytulić jednak ja odsuwam się bez głębszego żalu i pozwalam im wszystkim odejść bez cienia mojej uwagi.
- No, no...widzę, że moja koleżanka wie z kim ma do czynienia, byłbyś świetnym aktorem - chwali mnie lekarz przybijając piątkę.
- Oczywiście, że wie z kim ma do czynienia, bez tego nie byłoby planu idealnego... - kwituję.
- Co?! Że niby On jest chory psychicznie?! - pytam z niedowierzaniem Conor'a, który sam najwyraźniej jeszcze nie wyszedł ze zdziwienia.
- Tak mi powiedziała Ginny, stwierdziła, że musi powiedzieć to Wam, ale na razie nie może się na to zebrać i w ogóle - wyjaśnia dokładnie Conor.
- W sumie nic dziwnego że trafił do psychiatryka - mówi Gabriel beznamiętnie - w końcu siedem prób samobójczych i branie psychotropów dla psycholi nie jest objawem normalności, prawda?
- Niby tak, ale obojętnie co by nie mówić to nikt chyba się nie spodziewał, że sprawa Dominika się tak obróci... - nie dowierza Ann.
- Właśnie...przecież nigdy nie był słaby psychicznie ani nic z tych rzeczy? - pyta Viki.
- Szczerze? Sama nie wiem. On czasami był mocniejszy niż nie jeden człowiek, potrafił przetrwać rzeczy których nie przetrwaliby najsilniejsi. Znowu nie raz zdarzało się że miewał załamania... - zastanawiam się głośno.
- Hmm...może On po prostu udawał silnego przed wszystkimi po to żeby nie pokazywać tego jaki jest na prawdę, wiecie jaki potrafi być słaby i niestabilny - poddaje Mike.
- Możliwe - kwituje Conor, którego mina wyraźnie nie jest zbyt usatysfakcjonowana obecnością Mike'a. Nie wiem o co mu chodzi, niby nigdy nic nie miał do Linkin Park, sam jest fanem podobnej muzyki, ale kiedy tylko zobaczył Mike'a, jeszcze przed tym jak się poznali mina mu zrzedła jakby co najmniej oberwał czymś z całej siły w brzuch - w każdym razie Dominik powiedział, że tylko samotność może mu pomóc i w szpitalu stwierdził, że nikt nie ma prawa do Niego wchodzić, począwszy od rodziny, a kończąc na znajomych - kończy Conor zarazem opierając głowę o ścianę.
- Może na prawdę mu odwaliło do tego stopnia...ale nawet jeśli, to chyba głównym powodem nie jesteś ty? - pyta mnie niepewnie Viki.
- Nie mam pojęcia...zupełnie serio, nie mam na ten temat najmniejszego pojęcia...
- Niestety sądząc po tym co Wszyscy mówiliście, co mówiła Ginny i w ogóle to różnie może być. W końcu zaczął zachowywać się jak szaleniec dopiero kiedy Miranda z nim zerwała - mówi Mike, a ja znów mam wrażenie jakby Conor chciał powiedzieć mu coś chamskiego, jakby Go nie lubił, a hamuje się tylko dlatego, że wie że z Nim jestem i że reszta towarzystwa Go lubi.
- No właśnie - przyznaje racje Ann, a cała reszta tylko przytakuje.
Po jakimś czasie ja i Mike zbieramy się i wracamy do domu. Cały czas myślę o tym co mówił Conor. Dominik w szpitalu psychiatrycznym? To wszystko jest jakieś chore, pokręcone, sama już nie wiem co myśleć. W głowie krąży mi multum przeróżnych pytań, a każde ma choćby minimalny związek z tą sprawą. Czy Dominik byłby w stanie doprowadzić się do choroby psychicznej przeze mnie? Słysząc to pytanie czuję wyrzuty sumienia, sama nie wiem dlaczego ale mi go szkoda...Nie mam najmniejszego pojęcia czy w ogóle jest to możliwe, ale coś mi mówi że tak. To właśnie ten wewnętrzny głos mówiący mi, że to przeze mnie, powoduje wyrzuty sumienia. Mike widzi, że się denerwuje, że cały czas o tym myślę, że każda moja myśl krąży wokół tego tematu, więc próbuje mnie jakoś pocieszyć i rozweselić - jak zawsze z pozytywnym skutkiem. Nie umiem nie ulec temu uśmiechowi, męskiemu głosowi, ciepłym, otaczającym mnie uczuciem ramionom i Jemu. On jest moim szczęściem, jest jak promień słońca w ulewny wiosenny dzień, jak tęcza po burzy, jak lek znieczulający dla cierpiącego z bólu człowieka, jak narkotyk dla narkomana, w końcu On jest Wszystkim, tak, Wszystkim.
- Cóż, chyba możemy wznieść już mały toast za pierwszy udany punkt naszego planu - zaczyna Dominik.
- Szczerze? Według mnie nie mamy jeszcze czego świętować - mówię z przekonaniem - będziemy mieli dopiero wtedy, kiedy na prawdę wszystko się powiedzie.
- Oj nie przesadzaj, jeden kieliszek szampana nigdy jeszcze nikomu nie zaszkodził - przekonuje otwierając butelkę z bąbelkami.
- Już dobrze, ale nie ciesz się jeszcze zbytnio, sam wiesz, że z super układającego się planu nagle może wyjść jedna wielka ruina...
- Tak, tak, dobrze wiem że wszystko może paść, ale bez przesady. W końcu dwóch tak sprawnie i dobrze myślących ludzi jak my, no i plan doskonały nie mają prawa upaść - mówi podając mi kieliszek szampana - skoro nie chcesz jeszcze świętować to wypijmy za Nasz plan i za jego powodzenie - uśmiecha się przekonująco.
- Za to mogę wypić - uśmiecham się.
- Hmm...tak sobie myślę - zaczyna Dominik po wypiciu szampana - już dawno miałem się Ciebie o to zapytać, co taka dobra, piękna, mądra i zaradna kobieta widzi w kimś takim jak ten cały Shinoda, hę? - wymieniając moje zalety zmniejsza znacznie dystans między nami.
- Dlaczego pytasz? - o dziwo nie czuję się skrępowana.
- Wiesz, nie mam zamiaru Cię obrazić czy coś, ale po prostu zastanawiam się co Miranda może w kimś takim jak On widzieć i sądzę, że Ty chyba wiesz co widziałaś w Nim przez tyle lat...
- No niby. Wiesz, On jest po prostu taki, taki do rany przyłóż, rozumiesz o co mi chodzi?
- No tak, ale w jakim sensie? Wiesz, ja raczej nie miałem okazji poznać Go z tej "dobrej" strony - mówi z kpiącym uśmiechem.
- Trudno się dziwić skoro napadałeś na Niego i Mirandę jak jakiś psychol - teraz ja delikatnie sobie pokpiewam - On jest typem człowieka, który obojętnie co się dzieje - zawsze ma do tego podejście optymisty. Całe życie wierzy w to, że będzie dobrze, ale przy tym nie jest jakimś naiwniakiem. Do tego jest dobry, kochany, wrażliwy, uczynny, potrafi zadbać o kobietę i dać Jej najpiękniejsze chwile jakie tylko może przeżyć w życiu. Umie obronić ludzi których kocha i nie przebiera w środkach jak o to chodzi. Co prawda czasami działa pochopnie i myśli dopiero po tym jak coś zrobi, ale z wiekiem robi tak coraz rzadziej - uśmiecham się delikatnie.
- Dobrze, jak na razie mówisz o cechach Jego charakteru, coś poza tym?
- Wiesz, zależy co masz na myśli...
- Nie wiem, jest w Nim coś co może przyciągać kobietę oprócz charakteru i tego, że umie o nią zadbać? Nie wiem, jest jakiś wybitny w łóżku czy co? - wypytuje mój towarzysz z wyczuwalną pogardą.
- Szczerze? Jak chodzi o seks to jest najlepszym facetem jakiego miałam w życiu...wystarczy Ci taki zbiór informacji?
- Tak wystarczy.
- No to teraz Panie mądry powiedz mi co takiego można widzieć w Mirandzie?
- W Mirandzie mówisz? - widać po Nim, że nie lubi zbytnio wspominać na Jej temat - jest dobra, skromna, umie rozmawiać z facetem i postępować z Nim, jest wszechstronna...
- Wszechstronna?
- No umie być dla mężczyzny zarazem ukochaną, kochanką, przyjaciółką i kumpelą..
- Hmm..
- Jak chodzi o łóżko to nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jaka jest dobra...
- Wiesz, zastanawiam się...nie obraź się ale zawsze mówiłeś że Miranda Cię nie kochała i że była z Toba z litości..
- Wiem chcesz na pewno zapytać skąd to wszystko o Niej wiem skoro mnie nie kochała...wiem bo przez pewien czas starała się być dla mnie taka jakby mnie kochała, starała się pokazać mi, że walczy o to żeby mnie pokochać...
- Skoro tak dobrze o Niej mówisz to dlaczego teraz chcesz się na Niej mścić? Przecież ty nadal ją kochasz, widać to po Tobie...
- Tak myślisz? To w takim razie powiedz mi dlaczego Ty chcesz zemścić się na Mike'u?
- W sumie...ja nie do końca chce się mścić. Ja chce po prostu sprawić żeby Oni nie byli razem, chce żeby Mike wrócił do mnie i znów pokochał mnie tak jak kiedyś...
- Właśnie słyszałaś moją odpowiedź na to pytanie, tylko że ze swojej perspektywy.
- Tak, wiem - odpowiadam ze smutkiem.
- Wiesz co jeszcze każe mi się zemścić na Mirandzie? Fakt tego, że przez tyle czasu nie umiała mi dobitnie powiedzieć, że mnie nigdy nie pokocha. Zamiast próbować mogła od razu skazać nas na klęskę, ale Ona próbowała. Owszem, mówiła mi, że mnie nie kocha, ale...
- Prawda jest taka, że oboje nie do końca wiemy czego chcemy...kochamy ich, ale w sumie chcemy żeby byli nieszczęśliwi - stwierdzam po namyśle.
- No tak, ale chyba na tym w pewnym sensie polega zemsta, nie sądzisz?
- Można tak powiedzieć - zgadzam się.
- Więc nie możemy się łamać teraz kiedy już zaczęliśmy realizować nasz plan. Kiedy się coś zaczyna to trzeba to dokończyć.
- Tak - odpowiadam krótko - skończmy już o tym rozmawiać, ok? - chce jak najszybciej zakończyć temat.
- Dobrze. Może pomyślimy nad następnym krokiem?
- Następnym krokiem? Sądziłam że już wszystko obmyśliliśmy.
- Mówisz?
- No teraz robimy małą przerwę, odczekamy kilka tygodni żeby nie było podejrzeń i żeby ktoś nie wpadł na to, że ma to jakieś powiązania z tym że "trafiłeś" do psychiatryka, potem zaatakujemy, najpierw delikatnie, małymi kroczkami, potem przejdziemy do większych, a na końcu do największych - objaśniam wszystko z wielkim zaangażowaniem, jakbym po raz pierwszy tłumaczyła mu cały plan - w czasie przerwy ja spotkam się kilka razy dla niepoznaki z dziewczynami, z Mike'iem i z Nimi, a tym będziesz się ukrywał.
- Wiesz? Kiedy do Ciebie pierwszy raz dzwoniłem nie myślałem, że możesz być kobietą o tak idealnym wręcz umyśle - uśmiecha się pociągająco.
- Dziękuję Ci bardzo. Jak widać potrafię zaskakiwać - odpowiadam podobnym uśmiechem.
- A i jeszcze jedno...dzieci się nie wygadają, że z kimś się spotykasz?
- Nie, co ty. Dzieci nawet Cię nie widziały bo zawsze przychodzisz albo jak śpią, albo jak ich nie ma bo są u dziadków.
- No tak. Czyli wszystko jest idealnie zaplanowane - uśmiecha się z zadowoleniem.
- Oczywiście, że tak - odpowiadam z satysfakcją.
Wraz z Mike'iem doszliśmy do wniosku ze nie ma się czym przejmować. Skoro Dominik trafił do szpitala i stwierdził że chce być samotny to Jego sprawa, a my nie mamy zamiaru się w to wtrącać, bo jedyne co może nam to dać to problemy. Dalsza, praktycznie już końcowa praca nad moją płytą, pisanie tekstów oraz trasa w planach zupełnie nas pochłania. Siedzę właśnie w studiu razem z chłopakami i zastanawiam się co zrobić z pewną linią melodyczną, kiedy dobiega do mnie wyrywający z zamyślenia dzwonek do drzwi studia.
- Brad rusz dupę! Masz najbliżej - mówi Joe po chwili ciszy.
- No już, już - wyraźnie poirytowany Brad wstaje i otwiera drzwi, a chwilę później pojawia się w nich Jared i Shannon Leto.
- O siema! - wita ich Chaz wstając, a kiedy reszta powtarza taką samą czynność, Shannon zaczyna:
- Przepraszamy Was, że tak wpadamy bez ostrzeżenia ale mamy do Was pytanko dotyczące trasy.
- No to mówcie w czym rzecz - nakłania Phoenix po zajęciu z powrotem swojego miejsca na kanapie.
- Organizujecie może w tym roku kolejną edycje Project Revolution? - pyta Shannon z zaciekawieniem.
- Hmm...w sumie nie zastanawialiśmy się nad tym, ale gdybyśmy chcieli to możemy zorganizować w każdej chwili - odpowiada Mike.
- Bo wiecie pomyśleliśmy z Jared'em, Tomo i naszym menadżerem że może zgodzilibyście się zorganizować wspólną trasę z nami - uśmiecha się starszy Leto - wiecie taka trasa ze stylu Project Revolution, organizowana przez Was, a do tego zaprosilibyście Nas, Mirandę oczywiście no i tam kogo byście jeszcze chcieli. Oczywiście to Wasza decyzja, my tylko podrzucamy pomysł bo tak sobie jakoś pomyśleliśmy - śmieje się Shannon.
- Wiecie, to nie jest zły pomysł - odpowiadam z zapałem, a reszta z wyjątkiem Mike'a i Chaz'a mi przytakuje.
- Właśnie, takie łączone trasy kilku zespołów naraz zawsze są ciekawe, nie tylko dla nas ale i dla fanów. Poza tym wypromujemy należycie Mirandę i jej debiut - tym razem z uśmiechem mówi Jared.
- Pomyślimy, pogadamy z Adam'em i wtedy wam powiemy co i jak, ok? - zaczyna Mike.
- Ok, nie ma sprawy - odpowiada z entuzjazmem Jared - wiecie w sumie wpadliśmy tylko na chwilę Wam to powiedzieć, także już się zbieramy.
- Zastanówcie się, pomyślcie i odpowiedzcie nam co i jak. Jeśli nie wypali to nic, przecież się nie obrazimy - puszcza oczko Shannon, po czym chłopaki żegnają się i wychodzą.
- Co o tym sądzicie? - pyta po chwili Rob z zaciekawieniem.
- Wiesz, fajnie by było gdyby kolejny Project Revolution wypalił. W końcu zawsze dobrze wspominamy każdą trasę z innymi zespołami, zwłaszcza takimi, które znamy - odpowiada Brad.
- Właśnie no, zwłaszcza, że po pierwsze - Projekt jest naszą trasą, a po drugie - Nasi dobrzy kumple z innych zespołów pomogą nam promować płytę Mirandy - uśmiecha się do mnie Phoenix.
- Sam nie wiem, musimy to obmyślić - mówi Chaz. Dziwi mnie Jego sceptyzm. Chaz zawsze jest taki super zapalony do każdej trasy, koncertów i w ogóle, to samo Mike, a tutaj nagle mieliby być na nie. Coś mi się tutaj nie podoba, muszę rozgryźć o co im chodzi. Nagle w głowie przewijają mi się slajdy z American Music Awards, reakcja Beyonce i Tal, to co mówiły w łazience, czego nie dokończyły bo Jennette nas poganiała...może to co miały na myśli ma jakiś wpływ na sceptyzm Chester'a i Mike'a. Nie wiem sama, znowu gdyby Tal i Beyonce powiedziały coś Chaz'owi i Mike'owi to przecież Mike by mi o tym powiedział. Może sam coś zauważył...trzeba to rozkminić.
Wieczorem próbuję delikatnie dopytać Mike'a o powód Jego niezbyt dobrej reakcji. Na początku oczywiście Mike - jak to On - nie chce mi powiedzieć i udaje że to nic, jednak z czasem się łamie.
- No bo, chodzi mi o to, że...
- Że?
- Lubię Marsów i nie mam nic do trasy z Nimi, ale chodzi mi o Ciebie - czyli jednak to może być to czego się spodziewałam.
- W sensie?
- Sama wiesz że z Jared'a to taki trochę babiarz...
- Mike, czy ty coś sugerujesz?
- Nie, pewnie, że nie, ale...chodzi mi o to, że widać po Nim że mu się spodobałaś, już na gali jak Cię poznał to było widać.
- Boże, Mike, przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie!
- Ja też Ciebie bardzo kocham - odpowiada całując mnie - ale sama wiesz, że, no jestem zazdrosny no...
- Tak, wiem, że jesteś zazdrosny, tak samo jak ja jestem zazdrosna o Ciebie, ale nie masz się czym przejmować Mike, kocham tylko i wyłącznie Ciebie i choćby Jared próbował niewiadomo jakich sztuczek uwodzenia to mu nie wyjdzie, bo Ja i moje serce jesteśmy tylko Twoje - uśmiecham się, kiedy widzę promień uśmiechu na Jego twarzy.
- Czekaj, czekaj...możesz powtórzyć jeszcze raz to ostatnie?
- Ja i moje serce jesteśmy Twoje, rozumiesz? Twoje i tylko Twoje - powtarzam jeszcze raz ciągle się śmiejąc.
- Wiesz jak pięknie to brzmi, zwłaszcza z Twoich ust? - teraz to On się uśmiecha.
- Musiało pięknie brzmieć skoro tak Ci się podobało.
- Tak sobie myślę, że pojedziemy chyba w tą trasę z Marsami, ale będę Cię cały czas miał na oku - mówi całując mnie w czoło.
- Zawsze mnie masz na oku i zawsze sprawia mi to przyjemność, tak więc możesz na mnie patrzeć 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu.
- Powiem Ci, że nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jaka jesteś wspaniała, bardzo Cię kocham - przytula mnie mocno.
- Ja Ciebie też - odpowiadam wtulając się.
Cytaty: Linkin Park - Breaking The Habit, 30 Seconds To Mars - Beautiful Lie, Kazik - L.O.V.E.
P.S. O mały włos zapomniałabym O.o Mianowicie zaglądajcie czasami do rubryki Bohaterów, bo w każdej chwili mogą się tam pojawić nowi, których nawet się nie spodziewacie ;p
"Ściskając moje lekarstwo, szczelnie zamykam drzwi,
ponownie próbuję złapać oddech (...)"
- Tak?
- Dzień Dobry. Czy rozmawiam z Panią Anną Shinodą? Byłą żoną Pana Mike'a Shinody? - pyta mężczyzna dość wysokim głosem.
- Tak, nazywam się Anna Shinoda i Mike to mój były mąż. Czy mogę wiedzieć z kim rozmawiam?
- Nie ważne z kim. Ważny jest cel i to, że się do Pani w ogóle dodzwoniłem.
- Jaki cel? W ogóle skąd Pan ma mój numer telefonu?
- Droga Pani Anno, jeśli oczywiście mogę się do Pani tak zwracać - mężczyzna w słuchawce jest miły i odnosi się z szacunkiem, jednak słychać, że dzwoni typowo w celu załatwienia jakiejś sprawy.
- Jeśli jest Pan jakimś paparazzi z tabloidu to przykro mi, ale nie mamy o czym rozmawiać... - zaczynam jednak On mi przerywa..
- Nie, nie jestem żadnym tanim paparazzi. W sumie, mogę powiedzieć że jestem Pani sprzymierzeńcem w pewnym sensie oczywiście.
- Jak to sprzymierzeńcem? W jakiej sprawie?
- To nie jest rozmowa na telefon. Proszę Panią o spotkanie, tyle że musi się ono odbyć w jakimś dyskretnym miejscu, gdzie będzie mało ludzi.
- Przepraszam, ale skąd mam wiedzieć kim Pan jest? Niby dlaczego miałabym się spotkać z człowiekiem, którego słyszę pierwszy raz w życiu a w dodatku nie wiem kim On jest?
- Jak już powiedziałem jestem Pani sprzymierzeńcem, a jeśli sprawy obiorą taki kierunek jaki ja chciałbym aby obrały, to sądzę, że szybko zostaniemy nawet przyjaciółmi. Potrzebuję tylko się z Panią spotkać aby przedstawić Pani pewien plan który jak sądzę bardzo się Pani spodoba.
- Dobrze. Skoro Pan tak sądzi to dobrze. Kiedy i gdzie mamy się spotkać?
- Najlepiej wieczorem, jutro, około 21. Niech Pani wyjdzie z domu i kieruje się w stronę centrum miasta. Będę na Panią czekał i w odpowiednim momencie dam się rozpoznać, abyśmy mogli porozmawiać. Pasuje Pani?
- Tak, pasuje...
- Tak więc do zobaczenia.
***
Ze snu wyrywa mnie ostre pukanie do drzwi. Zrywam się jak oparzona i rozglądam w ciemnościach. Po chwili uspokajam się i spoglądam na spokojnie śpiącego obok mnie Mike'a. Wczoraj wróciliśmy z trasy po Australii i nic dziwnego, że Mike śpi jak małe dziecko. Patrząc na Jego spokojną minę od razu się uśmiecham. Podrywam się do góry po raz kolejny słysząc ostre, tnące bezlitośnie cisze nocną na kawałki pukanie do drzwi. Wstaje szybko spoglądając na zegarek, który wskazuje dokładnie godzinę 4:30. Kto to może być do jasnej cholery? Narzucam na siebie leżącą na fotelu koszule i szybkim aczkolwiek cichym krokiem zmierzam do drzwi. Gdy patrzę przez wizjer moim oczom ukazuje się postać znajoma, postać przyjaciela, której widok mnie nie dziwi. Otwieram drzwi i widzę trójkę roztrzęsionych przyjaciół.
- O co chodzi? Coś się stało? - głupie pytanie, musiało coś się stać!
- Musimy z Tobą pogadać - zaczyna nadal trzęsący się z nerwów Gabriel.
***
Budząc się szybko sięgam po telefon i dzwonie do mężczyzny, który być może w tej chwili ma mi do przekazania coś bardzo istotnego.
- Halo?!
- I jak poszło? Udało Ci się ich wystraszyć?
- Pff...proszę Cię. Trzęśli się ze strachu aż miło było patrzeć.
- Bardzo dobrze. Co robimy dalej?
- Plan już ustaliliśmy, trzeba go tylko dopracować i wdrążyć w życie.
- Ok, ale nie możemy się teraz spotkać żeby nie wzbudzać podejrzeń. Trzeba poczekać chociaż do jutra. Jedź do domu, zamknij się w pokoju i z nikim nie rozmawiaj, udawaj załamanego i w ogóle. Z resztą wiesz o co chodzi...
- Oczywiście Szefowo, oczywiście...
***
- Czekaj, co?! Powiedz jeszcze raz od początku, powoli - prosi dopiero co wybudzony ze snu Mike.
- No siedzieliśmy sobie wieczorem spokojnie w domu i nagle On zaczął walić do drzwi... - zaczyna w miarę już spokojnie Ann - Gabi poszedł otworzyć...
- Początkowo miałem obiekcje, ale mimo to otworzyłem bo w końcu kiedyś był naszym przyjacielem tak?
- No niby - kwituję.
- Wszedł, przywitał się z nami jakby nigdy nic się nie stało i stwierdził że powinniśmy sobie coś wyjaśnić i pogadać. Wiecie, zdziwiliśmy się ale stwierdziliśmy że może faktycznie chce coś poważnego - kończy Gabriel.
- Na początku gadał normalnie, w sumie o wszystkim i o niczym. Potem zaczął coś o Was no i... - kontynuuje Viki.
- Zaczął się drzeć, że Jego życie nie ma sensu i że powinniśmy mu pomóc jako starzy przyjaciele, że to wcale nie chodzi tylko o Ciebie, chodzi o cały świat...w końcu wyjął pistolet, przystawił sobie go do głowy i powiedział, że nie chce dalej żyć bo wszyscy łącznie z miłością jego życia mają go w dupie - mówi Gabi.
- Próbowaliśmy go uspokoić, ale się nie dało, zaczął się drzeć i po chwili wybiegł - kończy Ann.
- A tak w ogóle to nie chcieliśmy Wam tego mówić, ale od czasu kiedy przeprowadziłaś się do Mike'a dzieją się jakieś dziwne rzeczy... - mówi Viki - ostatnio na przykład wracałyśmy sobie z Ann z Uniwersytetu i ktoś nas śledził...
- Z resztą nie tylko dziewczyny ktoś śledził, mnie od kilku dni napastuje jakiś gość, a kiedy tylko spoglądam się w jego stronę, udaje, że idzie gdzie indziej czy coś takiego... - kwituje Gabi.
- To wszystko jest jakieś porąbane...Dominik chce się zabić przeze mnie? Wiedziałam, że padło mu na mózg, ale nie sądziłam że aż tak... - zaczynam.
- Wiecie co? To śledzenie i w ogóle. Może to jakiś spisek, a to z tym samobójstwem to tylko podpucha - rzuca Mike.
- Nie sądzę żeby był do tego zdolny - mówię, jednak zaraz przypominam sobie to wszystko co robił zaledwie 5 miesięcy temu...przypominam sobie słowa Ginny ostrzegającej nas przed swoim własnym bratem, którego z resztą kocha nad życie.
- Boże, sama już nie wiem...
- Pamiętasz co mówiła Ginny, owszem może kiedyś nie był do tego zdolny, ale teraz nie wiadomo co mu odwali... - wspomina Mike.
- Wiem, wiem... - mówię beznamiętnie, patrząc w jasną, kremową ścianę przede mną. I nagle wpada mi do głowy coś szalonego, kompletnie nie umiem wytłumaczyć o co mi chodzi, ale przecież zawsze kiedy spotykam Annę mam takie dziwne, niepokojące uczucie, zupełnie jakby zaraz miała wyjąć z kieszeni nóż i wbić mi go prosto w serce. Rozmyślam chwilę nad opcją połączenia sił przez Annę i Dominika, jednak po chwili stwierdzam, że moje myśli są zupełnie bezsensowne. Niby jak mieliby to zrobić? Skąd Dominik zdobyłby namiary na Annę, hę? Sama nie wiem, z tego zamieszania zaczynam już wymyślać bezsensowne i bezpodstawne scenariusze.
***
"Takie piękne kłamstwo, by w nie uwierzyć.
Takie piękne, piękne kłamstwo tworzy mnie."
Miesiąc później.
- Poddam się leczeniu dobrowolnie - zaczynam - nie chce nikogo widywać, rodziny, znajomych nikogo, tylko samotność mi pomoże - kwituje. Pomyśleć co zrobiłaby reszta gdyby wiedziała, że cała ta choroba psychiczna jest jednym wielkim teatrzykiem, że lekarz, personel i cały szpital są przekupione grubą sumą pieniędzy, a wszystko to jest tylko zalążkiem planu, który jest zemstą idealną. Pewnie Ginny i Ronald od razu polecieliby i sprzedaliby całą tą "straszliwą" historię Mirandzie i całej tej idealnej reszcie. To wszystko jest tak zabawne, że aż musze się powstrzymywać żeby nie wybuchnąć śmiechem. Te ich poważne, wręcz grobowe miny, lekarz który dobrze wie, że chrzani największe głupoty jakie chrzanił w życiu. Ale musze zachować powagę dla dobra planu. Na koniec wielkiego przedstawienia do gabinetu wchodzą dwaj pielęgniarze, matka chce mnie przytulić jednak ja odsuwam się bez głębszego żalu i pozwalam im wszystkim odejść bez cienia mojej uwagi.
- No, no...widzę, że moja koleżanka wie z kim ma do czynienia, byłbyś świetnym aktorem - chwali mnie lekarz przybijając piątkę.
- Oczywiście, że wie z kim ma do czynienia, bez tego nie byłoby planu idealnego... - kwituję.
***
- Co?! Że niby On jest chory psychicznie?! - pytam z niedowierzaniem Conor'a, który sam najwyraźniej jeszcze nie wyszedł ze zdziwienia.
- Tak mi powiedziała Ginny, stwierdziła, że musi powiedzieć to Wam, ale na razie nie może się na to zebrać i w ogóle - wyjaśnia dokładnie Conor.
- W sumie nic dziwnego że trafił do psychiatryka - mówi Gabriel beznamiętnie - w końcu siedem prób samobójczych i branie psychotropów dla psycholi nie jest objawem normalności, prawda?
- Niby tak, ale obojętnie co by nie mówić to nikt chyba się nie spodziewał, że sprawa Dominika się tak obróci... - nie dowierza Ann.
- Właśnie...przecież nigdy nie był słaby psychicznie ani nic z tych rzeczy? - pyta Viki.
- Szczerze? Sama nie wiem. On czasami był mocniejszy niż nie jeden człowiek, potrafił przetrwać rzeczy których nie przetrwaliby najsilniejsi. Znowu nie raz zdarzało się że miewał załamania... - zastanawiam się głośno.
- Hmm...może On po prostu udawał silnego przed wszystkimi po to żeby nie pokazywać tego jaki jest na prawdę, wiecie jaki potrafi być słaby i niestabilny - poddaje Mike.
- Możliwe - kwituje Conor, którego mina wyraźnie nie jest zbyt usatysfakcjonowana obecnością Mike'a. Nie wiem o co mu chodzi, niby nigdy nic nie miał do Linkin Park, sam jest fanem podobnej muzyki, ale kiedy tylko zobaczył Mike'a, jeszcze przed tym jak się poznali mina mu zrzedła jakby co najmniej oberwał czymś z całej siły w brzuch - w każdym razie Dominik powiedział, że tylko samotność może mu pomóc i w szpitalu stwierdził, że nikt nie ma prawa do Niego wchodzić, począwszy od rodziny, a kończąc na znajomych - kończy Conor zarazem opierając głowę o ścianę.
- Może na prawdę mu odwaliło do tego stopnia...ale nawet jeśli, to chyba głównym powodem nie jesteś ty? - pyta mnie niepewnie Viki.
- Nie mam pojęcia...zupełnie serio, nie mam na ten temat najmniejszego pojęcia...
- Niestety sądząc po tym co Wszyscy mówiliście, co mówiła Ginny i w ogóle to różnie może być. W końcu zaczął zachowywać się jak szaleniec dopiero kiedy Miranda z nim zerwała - mówi Mike, a ja znów mam wrażenie jakby Conor chciał powiedzieć mu coś chamskiego, jakby Go nie lubił, a hamuje się tylko dlatego, że wie że z Nim jestem i że reszta towarzystwa Go lubi.
- No właśnie - przyznaje racje Ann, a cała reszta tylko przytakuje.
Po jakimś czasie ja i Mike zbieramy się i wracamy do domu. Cały czas myślę o tym co mówił Conor. Dominik w szpitalu psychiatrycznym? To wszystko jest jakieś chore, pokręcone, sama już nie wiem co myśleć. W głowie krąży mi multum przeróżnych pytań, a każde ma choćby minimalny związek z tą sprawą. Czy Dominik byłby w stanie doprowadzić się do choroby psychicznej przeze mnie? Słysząc to pytanie czuję wyrzuty sumienia, sama nie wiem dlaczego ale mi go szkoda...Nie mam najmniejszego pojęcia czy w ogóle jest to możliwe, ale coś mi mówi że tak. To właśnie ten wewnętrzny głos mówiący mi, że to przeze mnie, powoduje wyrzuty sumienia. Mike widzi, że się denerwuje, że cały czas o tym myślę, że każda moja myśl krąży wokół tego tematu, więc próbuje mnie jakoś pocieszyć i rozweselić - jak zawsze z pozytywnym skutkiem. Nie umiem nie ulec temu uśmiechowi, męskiemu głosowi, ciepłym, otaczającym mnie uczuciem ramionom i Jemu. On jest moim szczęściem, jest jak promień słońca w ulewny wiosenny dzień, jak tęcza po burzy, jak lek znieczulający dla cierpiącego z bólu człowieka, jak narkotyk dla narkomana, w końcu On jest Wszystkim, tak, Wszystkim.
***
"Nie wiem co jest warte walki, ani dlaczego muszę krzyczeć.
Ale teraz mam pewien pomysł, by pokazać Ci co mam na myśli.
Nie wiem w jaki sposób stałem się taki, nigdy nie będe w porządku(...)"
- Szczerze? Według mnie nie mamy jeszcze czego świętować - mówię z przekonaniem - będziemy mieli dopiero wtedy, kiedy na prawdę wszystko się powiedzie.
- Oj nie przesadzaj, jeden kieliszek szampana nigdy jeszcze nikomu nie zaszkodził - przekonuje otwierając butelkę z bąbelkami.
- Już dobrze, ale nie ciesz się jeszcze zbytnio, sam wiesz, że z super układającego się planu nagle może wyjść jedna wielka ruina...
- Tak, tak, dobrze wiem że wszystko może paść, ale bez przesady. W końcu dwóch tak sprawnie i dobrze myślących ludzi jak my, no i plan doskonały nie mają prawa upaść - mówi podając mi kieliszek szampana - skoro nie chcesz jeszcze świętować to wypijmy za Nasz plan i za jego powodzenie - uśmiecha się przekonująco.
- Za to mogę wypić - uśmiecham się.
- Hmm...tak sobie myślę - zaczyna Dominik po wypiciu szampana - już dawno miałem się Ciebie o to zapytać, co taka dobra, piękna, mądra i zaradna kobieta widzi w kimś takim jak ten cały Shinoda, hę? - wymieniając moje zalety zmniejsza znacznie dystans między nami.
- Dlaczego pytasz? - o dziwo nie czuję się skrępowana.
- Wiesz, nie mam zamiaru Cię obrazić czy coś, ale po prostu zastanawiam się co Miranda może w kimś takim jak On widzieć i sądzę, że Ty chyba wiesz co widziałaś w Nim przez tyle lat...
- No niby. Wiesz, On jest po prostu taki, taki do rany przyłóż, rozumiesz o co mi chodzi?
- No tak, ale w jakim sensie? Wiesz, ja raczej nie miałem okazji poznać Go z tej "dobrej" strony - mówi z kpiącym uśmiechem.
- Trudno się dziwić skoro napadałeś na Niego i Mirandę jak jakiś psychol - teraz ja delikatnie sobie pokpiewam - On jest typem człowieka, który obojętnie co się dzieje - zawsze ma do tego podejście optymisty. Całe życie wierzy w to, że będzie dobrze, ale przy tym nie jest jakimś naiwniakiem. Do tego jest dobry, kochany, wrażliwy, uczynny, potrafi zadbać o kobietę i dać Jej najpiękniejsze chwile jakie tylko może przeżyć w życiu. Umie obronić ludzi których kocha i nie przebiera w środkach jak o to chodzi. Co prawda czasami działa pochopnie i myśli dopiero po tym jak coś zrobi, ale z wiekiem robi tak coraz rzadziej - uśmiecham się delikatnie.
- Dobrze, jak na razie mówisz o cechach Jego charakteru, coś poza tym?
- Wiesz, zależy co masz na myśli...
- Nie wiem, jest w Nim coś co może przyciągać kobietę oprócz charakteru i tego, że umie o nią zadbać? Nie wiem, jest jakiś wybitny w łóżku czy co? - wypytuje mój towarzysz z wyczuwalną pogardą.
- Szczerze? Jak chodzi o seks to jest najlepszym facetem jakiego miałam w życiu...wystarczy Ci taki zbiór informacji?
- Tak wystarczy.
- No to teraz Panie mądry powiedz mi co takiego można widzieć w Mirandzie?
- W Mirandzie mówisz? - widać po Nim, że nie lubi zbytnio wspominać na Jej temat - jest dobra, skromna, umie rozmawiać z facetem i postępować z Nim, jest wszechstronna...
- Wszechstronna?
- No umie być dla mężczyzny zarazem ukochaną, kochanką, przyjaciółką i kumpelą..
- Hmm..
- Jak chodzi o łóżko to nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jaka jest dobra...
- Wiesz, zastanawiam się...nie obraź się ale zawsze mówiłeś że Miranda Cię nie kochała i że była z Toba z litości..
- Wiem chcesz na pewno zapytać skąd to wszystko o Niej wiem skoro mnie nie kochała...wiem bo przez pewien czas starała się być dla mnie taka jakby mnie kochała, starała się pokazać mi, że walczy o to żeby mnie pokochać...
- Skoro tak dobrze o Niej mówisz to dlaczego teraz chcesz się na Niej mścić? Przecież ty nadal ją kochasz, widać to po Tobie...
- Tak myślisz? To w takim razie powiedz mi dlaczego Ty chcesz zemścić się na Mike'u?
- W sumie...ja nie do końca chce się mścić. Ja chce po prostu sprawić żeby Oni nie byli razem, chce żeby Mike wrócił do mnie i znów pokochał mnie tak jak kiedyś...
- Właśnie słyszałaś moją odpowiedź na to pytanie, tylko że ze swojej perspektywy.
- Tak, wiem - odpowiadam ze smutkiem.
- Wiesz co jeszcze każe mi się zemścić na Mirandzie? Fakt tego, że przez tyle czasu nie umiała mi dobitnie powiedzieć, że mnie nigdy nie pokocha. Zamiast próbować mogła od razu skazać nas na klęskę, ale Ona próbowała. Owszem, mówiła mi, że mnie nie kocha, ale...
- Prawda jest taka, że oboje nie do końca wiemy czego chcemy...kochamy ich, ale w sumie chcemy żeby byli nieszczęśliwi - stwierdzam po namyśle.
- No tak, ale chyba na tym w pewnym sensie polega zemsta, nie sądzisz?
- Można tak powiedzieć - zgadzam się.
- Więc nie możemy się łamać teraz kiedy już zaczęliśmy realizować nasz plan. Kiedy się coś zaczyna to trzeba to dokończyć.
- Tak - odpowiadam krótko - skończmy już o tym rozmawiać, ok? - chce jak najszybciej zakończyć temat.
- Dobrze. Może pomyślimy nad następnym krokiem?
- Następnym krokiem? Sądziłam że już wszystko obmyśliliśmy.
- Mówisz?
- No teraz robimy małą przerwę, odczekamy kilka tygodni żeby nie było podejrzeń i żeby ktoś nie wpadł na to, że ma to jakieś powiązania z tym że "trafiłeś" do psychiatryka, potem zaatakujemy, najpierw delikatnie, małymi kroczkami, potem przejdziemy do większych, a na końcu do największych - objaśniam wszystko z wielkim zaangażowaniem, jakbym po raz pierwszy tłumaczyła mu cały plan - w czasie przerwy ja spotkam się kilka razy dla niepoznaki z dziewczynami, z Mike'iem i z Nimi, a tym będziesz się ukrywał.
- Wiesz? Kiedy do Ciebie pierwszy raz dzwoniłem nie myślałem, że możesz być kobietą o tak idealnym wręcz umyśle - uśmiecha się pociągająco.
- Dziękuję Ci bardzo. Jak widać potrafię zaskakiwać - odpowiadam podobnym uśmiechem.
- A i jeszcze jedno...dzieci się nie wygadają, że z kimś się spotykasz?
- Nie, co ty. Dzieci nawet Cię nie widziały bo zawsze przychodzisz albo jak śpią, albo jak ich nie ma bo są u dziadków.
- No tak. Czyli wszystko jest idealnie zaplanowane - uśmiecha się z zadowoleniem.
- Oczywiście, że tak - odpowiadam z satysfakcją.
***
"Gdy Cię widzę, cały świat przestaje istnieć.
Gdy Cię nie ma, nie mogę przestać o Tobie myśleć."
- Brad rusz dupę! Masz najbliżej - mówi Joe po chwili ciszy.
- No już, już - wyraźnie poirytowany Brad wstaje i otwiera drzwi, a chwilę później pojawia się w nich Jared i Shannon Leto.
- O siema! - wita ich Chaz wstając, a kiedy reszta powtarza taką samą czynność, Shannon zaczyna:
- Przepraszamy Was, że tak wpadamy bez ostrzeżenia ale mamy do Was pytanko dotyczące trasy.
- No to mówcie w czym rzecz - nakłania Phoenix po zajęciu z powrotem swojego miejsca na kanapie.
- Organizujecie może w tym roku kolejną edycje Project Revolution? - pyta Shannon z zaciekawieniem.
- Hmm...w sumie nie zastanawialiśmy się nad tym, ale gdybyśmy chcieli to możemy zorganizować w każdej chwili - odpowiada Mike.
- Bo wiecie pomyśleliśmy z Jared'em, Tomo i naszym menadżerem że może zgodzilibyście się zorganizować wspólną trasę z nami - uśmiecha się starszy Leto - wiecie taka trasa ze stylu Project Revolution, organizowana przez Was, a do tego zaprosilibyście Nas, Mirandę oczywiście no i tam kogo byście jeszcze chcieli. Oczywiście to Wasza decyzja, my tylko podrzucamy pomysł bo tak sobie jakoś pomyśleliśmy - śmieje się Shannon.
- Wiecie, to nie jest zły pomysł - odpowiadam z zapałem, a reszta z wyjątkiem Mike'a i Chaz'a mi przytakuje.
- Właśnie, takie łączone trasy kilku zespołów naraz zawsze są ciekawe, nie tylko dla nas ale i dla fanów. Poza tym wypromujemy należycie Mirandę i jej debiut - tym razem z uśmiechem mówi Jared.
- Pomyślimy, pogadamy z Adam'em i wtedy wam powiemy co i jak, ok? - zaczyna Mike.
- Ok, nie ma sprawy - odpowiada z entuzjazmem Jared - wiecie w sumie wpadliśmy tylko na chwilę Wam to powiedzieć, także już się zbieramy.
- Zastanówcie się, pomyślcie i odpowiedzcie nam co i jak. Jeśli nie wypali to nic, przecież się nie obrazimy - puszcza oczko Shannon, po czym chłopaki żegnają się i wychodzą.
- Co o tym sądzicie? - pyta po chwili Rob z zaciekawieniem.
- Wiesz, fajnie by było gdyby kolejny Project Revolution wypalił. W końcu zawsze dobrze wspominamy każdą trasę z innymi zespołami, zwłaszcza takimi, które znamy - odpowiada Brad.
- Właśnie no, zwłaszcza, że po pierwsze - Projekt jest naszą trasą, a po drugie - Nasi dobrzy kumple z innych zespołów pomogą nam promować płytę Mirandy - uśmiecha się do mnie Phoenix.
- Sam nie wiem, musimy to obmyślić - mówi Chaz. Dziwi mnie Jego sceptyzm. Chaz zawsze jest taki super zapalony do każdej trasy, koncertów i w ogóle, to samo Mike, a tutaj nagle mieliby być na nie. Coś mi się tutaj nie podoba, muszę rozgryźć o co im chodzi. Nagle w głowie przewijają mi się slajdy z American Music Awards, reakcja Beyonce i Tal, to co mówiły w łazience, czego nie dokończyły bo Jennette nas poganiała...może to co miały na myśli ma jakiś wpływ na sceptyzm Chester'a i Mike'a. Nie wiem sama, znowu gdyby Tal i Beyonce powiedziały coś Chaz'owi i Mike'owi to przecież Mike by mi o tym powiedział. Może sam coś zauważył...trzeba to rozkminić.
Wieczorem próbuję delikatnie dopytać Mike'a o powód Jego niezbyt dobrej reakcji. Na początku oczywiście Mike - jak to On - nie chce mi powiedzieć i udaje że to nic, jednak z czasem się łamie.
- No bo, chodzi mi o to, że...
- Że?
- Lubię Marsów i nie mam nic do trasy z Nimi, ale chodzi mi o Ciebie - czyli jednak to może być to czego się spodziewałam.
- W sensie?
- Sama wiesz że z Jared'a to taki trochę babiarz...
- Mike, czy ty coś sugerujesz?
- Nie, pewnie, że nie, ale...chodzi mi o to, że widać po Nim że mu się spodobałaś, już na gali jak Cię poznał to było widać.
- Boże, Mike, przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie!
- Ja też Ciebie bardzo kocham - odpowiada całując mnie - ale sama wiesz, że, no jestem zazdrosny no...
- Tak, wiem, że jesteś zazdrosny, tak samo jak ja jestem zazdrosna o Ciebie, ale nie masz się czym przejmować Mike, kocham tylko i wyłącznie Ciebie i choćby Jared próbował niewiadomo jakich sztuczek uwodzenia to mu nie wyjdzie, bo Ja i moje serce jesteśmy tylko Twoje - uśmiecham się, kiedy widzę promień uśmiechu na Jego twarzy.
- Czekaj, czekaj...możesz powtórzyć jeszcze raz to ostatnie?
- Ja i moje serce jesteśmy Twoje, rozumiesz? Twoje i tylko Twoje - powtarzam jeszcze raz ciągle się śmiejąc.
- Wiesz jak pięknie to brzmi, zwłaszcza z Twoich ust? - teraz to On się uśmiecha.
- Musiało pięknie brzmieć skoro tak Ci się podobało.
- Tak sobie myślę, że pojedziemy chyba w tą trasę z Marsami, ale będę Cię cały czas miał na oku - mówi całując mnie w czoło.
- Zawsze mnie masz na oku i zawsze sprawia mi to przyjemność, tak więc możesz na mnie patrzeć 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu.
- Powiem Ci, że nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jaka jesteś wspaniała, bardzo Cię kocham - przytula mnie mocno.
- Ja Ciebie też - odpowiadam wtulając się.
Cytaty: Linkin Park - Breaking The Habit, 30 Seconds To Mars - Beautiful Lie, Kazik - L.O.V.E.
Subskrybuj:
Posty (Atom)